IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Główny plac dziedzińca

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość

Chupacabra
Specjalna
avatar
Odala
Skąd : z dżungli
Czystość krwi : 100%
Partner : a to już zależy!
Orientacja : Aseksualny/a
Zajęcie : sterowanie życiem
Liczba postów : 662
Penary : 1758

PisanieTemat: Główny plac dziedzińca   Nie 19 Paź - 12:58



Główny plac


To tutaj lądują wszyscy Ci, którzy dopiero przybyli do Paracas. Kręcą się by znaleźć wejście, a może i wyjście? A Ty dokąd kierujesz swoje kroki skoro tu jesteś? Pamiętaj o tym, że z góry doskonały widok mają na Ciebie inne jednostki studentów, które mogą wykręcić Ci nie ciekawy dowcip np. zrzucając coś z góry. Także może zajmij jakieś określone miejsce, bo stanie tu przez dłuższy czas może się niektórym wydać nader kuszące.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Che Roslavets
Admin
avatar
Uruz
Rok studiów : III
Wiek : 24
Skąd : Buenos Aires
Czystość krwi : 100%
Partner : dzida
Orientacja : Hetero
Zajęcie : zajmuję się hipogryfami
Inne : starosta Uruz, zawodnik Czarnych Chimer
Liczba postów : 367
Penary : 155


PisanieTemat: Re: Główny plac dziedzińca   Czw 4 Gru - 7:26

Ciężko było zrozumieć Che. On po prostu co innego mówił/robił, co innego myślał, a jeszcze co innego pożądał. Dlatego bywał chaotyczny w swym jestestwie, jednak zawsze przyjmował określone z góry pozy, które wydawały mu się w danym momencie najlepsze. I które teoretycznie nie kolidowały z nim samym, ale tak naprawdę często musiał analizować, czy woli dziś być wrednym chamem czy spokojnym jegomościem, który rzuci kilka miłych słów. Niestety, wybór zazwyczaj padał na opcję numer jeden, bo przecież nie będzie "zatęchłą pizdą, z której każdy może się śmiać" i na pewno stawał się bardziej przystępny w kontakcie jeden na jeden, o ile aktualnie nie jesteś jego wrogiem bądź po prostu kimś, komu ma ochotę przypierdolić. To była prawdziwa sztuka - trzymać swój temperament na wodzy w murach szkoły, gdzie co chwilę widział kogoś, komu najchętniej by trzasnął w durny łeb. A szczególnie sprawa wyglądała w siedzibie Uruz, gdzie każdy chciał być panem wszystkich i toczyły się regularne spory. A jak wiadomo podczas kłótni najtrudniej jest zachować zimną krew, dlatego też Roslavets nie bywał tam zbyt często. Przykładny starosta w końcu.
Z dniem dzisiejszym, pomimo lekkiego wkurwienia zaserwowanego mu przez Zośkę listownie, postanowił być względnie miły, bo tam, gdzie się wybierają, nie będzie ludzi. Może więc znieść na chwilę pozę prawdziwego maczo, który ciągnie dziewczynę za włosy do jaskini. Wziął nawet niewielki kufer, który schował do kieszeni spodni (dzięki Huitzowi za zaklęcia zmniejszające!) i który miał zostać wyciągnięty w odpowiednim momencie. Także do sprawy podszedł nie byle jak i przygotował się na spotkanie, choć nie ukrywajmy - już zawsze będzie chamskim Che, który myśli tylko o jednym. Ale co mu pozostało? Myśli, bo na nic więcej nie miał czasu. Teraz zresztą kobiety wymagały wielomiesięcznych starań, czułych słówek i nie wiadomo czego jeszcze, a on ani nie był w tym dobry, ani nie miał jak ich wcisnąć w napięty grafik między starostowaniem, chodzeniem na zajęcia, do pracy, a polowaniami. Cóż, smutek wielki.
Oparł się zatem o jakiś element dziedzińca, czekając na Coccię (jak zwykle!) i mając nadzieję, że choć przez moment nic się nie wydarzy. Nawet nie mógł tu zapalić, to był istny dramat.

_________________


Che Roslavets
••• ••• ••• ••• ••• •••
• barany osły tchórze zające •
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://paracass.forumpolish.com

Zoey C. Coccia
Admin
avatar
Jeran
Rok studiów : III
Wiek : 24
Skąd : Peru
Czystość krwi : 60%
Partner : -
Orientacja : Hetero
Zajęcie : starostowanie
Liczba postów : 341
Penary : 455


PisanieTemat: Re: Główny plac dziedzińca   Sob 6 Gru - 18:22

Oczywiście, że tu szła. Oczywiście, że nie zapomniała. Ale to nie jej wina, że była taka kochana, że każdemu odpowiadała na rzucone w tło pytania i musiała się zatrzymać tu czy tam... Stanowiła wulkan energii, który nie raz obdarowywał wszystkich zlewkami furii, która gdzieś musiała znaleźć ujście. Nie miała tego za złe sobie, już nie. Kiedyś próbowała się opanowywać, pić eliksiry uspokajające, planować dzień, by nie złościć się... Ale przestała, przestała gdy okazało się, że właśnie oto w tym wszystkim chodzi, o irytowanie się. Bo życie robiło nie jeden żart, a kilkadziesiąt na raz, nie było czasu na wielkie metamorfozy przeprowadzane z hukiem. Zoey taką została stworzona... Oczywiście nie rozumiała tak negatywnych postaw jak np. u Che, ale próbowała wierzyć, że każdy przyjmuje pewien kształt do kontaktów między ludźmi, ale niekoniecznie taki jest naprawdę. Dlatego prowokowała żółtego starostę głęboko wierząc, że za którymś razem nie doprowadzi go do skraju wytrzymałości, ale w zupełnie inne miejsce. W miejsce, w którym nie będzie zły, napompowany, i te mięśnie nie będą groźne.
Pewnie dotarłaby na miejsce też szybciej, gdyby nie rozwiązały się jej sznurówki od trampek, które nosiła w Paracas, bo w nich najszybciej mogła się poruszać. Dzisiejszy dzień był dość ciepły na to, by pozwoliła sobie ubrać się w krótkie spodenki i jasną koszulę, która zawinięta była w okolicach bioder, co by mogła ją spiąć w charakterystyczny supeł. Nie zabrakło również kapelusza, który na razie trzymała w torbie planując go nasunąć na głowę później gdyby okazało się, że mieliby gdzieś pójść... Była przyzwyczajona do tego, że za takim człowiekiem jak Roslavets trzeba ciągle gonić. Nie zatrzymywał się w miejscu od tak, miał ku temu zawsze pobudki. Kolejna rzecz, która powinna ją odrzucać, a przyciągała jeszcze bardziej.
W końcu wyszła tylnym wyjściem z uczelni, by dziedziniec odwiedzić z drugiej strony i gdy namierzyła Che, to zaszła go od tyłu i objęła ramionami na wysokości brzucha, co by głowę przyłożyć do pleców.
- Cześć maleństwo. Już się pozbierałeś po deszczu prawdy? - Uśmiechnęła się promiennie odrywając się od chłopaka i grzebiąc w torbie co by odszukać notatnik.
- Mamy tylko zadbać oto, aby nikt się nie zabił do dnia dyrektorskiego czegoś. Także trzeba chyba zmusić ludzi, żeby nie zapuszczali się do dżungli, ale.. Co masz dla mnie? - Spytała wlepiając w niego swoje czekoladowe oczy pozbawione snu od kilkunastu godzin.

_________________

Boom clap,
You make me feel good!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Che Roslavets
Admin
avatar
Uruz
Rok studiów : III
Wiek : 24
Skąd : Buenos Aires
Czystość krwi : 100%
Partner : dzida
Orientacja : Hetero
Zajęcie : zajmuję się hipogryfami
Inne : starosta Uruz, zawodnik Czarnych Chimer
Liczba postów : 367
Penary : 155


PisanieTemat: Re: Główny plac dziedzińca   Nie 7 Gru - 16:12

Che lubił swój czas. Uważał go za cenny. Ale znał już tyle kobiet w swoim życiu (umówmy się, że nie chodzi nawet o relacje łóżkowe, żeby nie było), iż doskonale wiedział, że większość z nich ma w zwyczaju się spóźniać. Czy to celowo, czy niekoniecznie. Denerwował się za każdym razem, kiedy minuty mijały, a one nawet człowieka nie powiadomiły o tym, że nie zdążą na czas. Choć większość chodzi z tymi cholernymi notatnikami, które non stop wypełniają się jakąś beznadziejną treścią od kolejnego napalonego samca lub wspaniałej psiapsióły, która ma pojęcie o każdej plotce. Jego to nie interesowało, ale lubił, kiedy ktoś go o czymś informował. Mógł spożytkować ten czas jakoś racjonalnie, na milion innych sposobów, a zamiast tego tkwił jak idiota, nie wiedząc co ze sobą zrobić. Raz wciskał ręce w kieszenie spodni, innym razem przechadzał się z jednego kąta w drugi, a jeszcze innym zerkał na zegar na dziedzińcu i próbował uspokoić skaczące nerwy. Jasne, gdyby one to jeszcze robiły, aby im się przypodobać i coś rzeczywiście z tego wynikało... ale zazwyczaj brały co chciały i zostawiały z kwitkiem. Roslavets już dawno przestał liczyć na choćby wyraz wdzięczności w postaci szczerego uśmiechu. Nawet, jeśli jego postawa czy słowa mówiły coś zgoła innego. Traktował to wszystko lekko, choć przecież tak bardzo nie znosił porażek. Na szczęście był zwykłym dzikusem, który za moment się wybiega i będzie po sprawie. Najgorsze jest jednak zdławienie tego wszystkiego w sobie zanim nastąpi sposobność, aby się pozbyć natrętnych emocji.
Mijały kolejne minuty, a on już się chyba zabierał do wyjścia z tej szkoły. Zerknął ostatni raz na horyzont, lecz wtedy poczuł cudze ciepło i dotyk na swoim ciele. Kobiety doskonale wiedziały, kiedy coś nabroją i jak obłaskawić faceta, aby nie krzyczał za bardzo. Sterowały nimi, dając im poczucie, że jest na odwrót. A te barany ślepo w to wierzyły, bo któż nie lubi mieć mile połechtanego ego? Che nie różnił się niczym od tych wszystkich kolesi, którzy mieli nieskomplikowany tok myślenia. Nie był przecież wyjątkowy. Może rozumiał więcej, niż na to wyglądał, ale no właśnie - nie obnosił się z tym, po prostu będąc takim, jak wszyscy inni. Taki był jego plan od zarania dziejów, bo w końcu bycie na siłę oryginalnym jest totalnie wkurwiające.
- Tak. Deszcz prawdy obmył mnie i stałem się teraz dobrym człowiekiem - zakpił, mimowolnie unosząc kąciki ust ku górze. Przyjrzał się badawczo odwracającej się Zoey i pokiwał głową. Czy to z uznaniem, czy z jeszcze jakimiś innymi emocjami - nieistotne. Jednym uchem wpuścił, drugim wypuścił ten bełkot o dyrektoru i dżungli, postanawiając tego nie komentować. W końcu to nie jego wina, że ci frajerzy nie potrafili poruszać się po terenach przyległych. To naturalna selekcja. - Co mam dla ciebie... miłe miejsce pełne ciszy, spokoju i gwiazd, które niebawem się pojawią. Taki jestem kurwa romantyczny. Idziemy? - odparł na koniec, podając jej rękę. Cóż, jeszcze mogła się wycofać!

/jak coś to może napisz w następnym poście, że zt, a ja już napiszę w nowym miejcu, chyba, że widzisz to inaczej to oks.

_________________


Che Roslavets
••• ••• ••• ••• ••• •••
• barany osły tchórze zające •
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://paracass.forumpolish.com

Zoey C. Coccia
Admin
avatar
Jeran
Rok studiów : III
Wiek : 24
Skąd : Peru
Czystość krwi : 60%
Partner : -
Orientacja : Hetero
Zajęcie : starostowanie
Liczba postów : 341
Penary : 455


PisanieTemat: Re: Główny plac dziedzińca   Nie 7 Gru - 16:46

Gdyby tylko Zosia wiedziała, że jest tak niedobrym stworzeniem i właśnie takie ma zamiary, to z pewnością by z tego mamienia korzystała jakoś inaczej i pewnie już by wzięła co chciała i sobie poszła w drugą stronę. A jednak nadal tu stała uśmiechając się lekko i słuchając tego, co teraz jej mówił... W sumie to przecież wcale nie chciała zrobić mu krzywdy swoim późnieniem, może wręcz przeciwnie... Wszystko wyszło przypadkiem - jak zawsze. Tu się zatrzymała, tu postała, tu się uśmiechnęła, a zegar przesuwał się równo, jedynie ona omijała punkty które miała spełniać. Jak zawsze... Może właśnie dlatego tak się bardzo różniła od swojego rodzeństwa. Oni byli bardziej poukładani... Chyba wzięła od rodziców jako pierwsza najgorsze geny... Gdyby tylko wiedziała, że ta historia miała inny początek czułaby się jeszcze bardziej indywidualna, samotna, i pewnie zadawałaby sobie pytanie tak jak reszta sierot na tym świecie... Jaka zdrowa była czasem błoga nieświadomość to dowie się tylko ten, w której kąpał się do utraty zmysłów i głodu prawdy, która przyniosła chłód i ból... Niestety.
Wyciągnęła z torby butelkę z wody, które upiła łyk, a później wrzuciła ją szybkim ruchem na prawowite miejsce po czym energicznie machnęła głową.
- Nie przesadzajmy. Deszcz to żaden cudotwórca. Wiesz? Chyba nie ma tak dobrze, ale może kiedyś znajdzie się jakiś eliksir czy coś. Tylko w sumie, po co miałabyś się zmieniać. Przecież nie chcesz być "ciotowatym Che". - Cytowała? Pewnie tak. Roslavets często podkreślał na czym mu zależy, a na czym nie. Każda z tych wersji była do bólu szczera i zawsze uderzała Zośkę, bo nigdy nie umiała zorientować się o co dokładnie mu chodzi, a gdy wydawało się jej że dociera do jego komórek mózgowych on zawsze stawiał tak mocny opór, że mogła jedynie zareagować śmiechem...
- Idziemy, skoro taki jesteś romantyczny to musimy sprawdzić, co to wszystko znaczy. Hm? - Uśmiechnęła się promiennie poprawiając torbę na ramieniu, po czym ruszyła za Roslavets'em wdając się w pewnie uroczą wymianę zdań.

/ztx2

_________________

Boom clap,
You make me feel good!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Sponsored content

PisanieTemat: Re: Główny plac dziedzińca   

Powrót do góry Go down
 

Główny plac dziedzińca

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

 Similar topics

-
» Plac zabaw
» Opustoszały plac zabaw
» Plac przed Akademikiem

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 ::  :: 
Paracas
 :: 
Skrzydlo Polnocne
 :: 
Dziedziniec
-