IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Magiczne źródła

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość

Chupacabra
Specjalna
avatar
Odala
Skąd : z dżungli
Czystość krwi : 100%
Partner : a to już zależy!
Orientacja : Aseksualny/a
Zajęcie : sterowanie życiem
Liczba postów : 662
Penary : 1758

PisanieTemat: Magiczne źródła   Nie 5 Paź - 19:09


Magiczne Zrodla


Na obrzeżach magicznej części Limy możesz znaleźć magiczne źródła. Są one wielokolorowe, a każde z nich ma inne właściwości. Fioletowe leczą złamane serce, czerwone przynoszą szczęście w miłości, niebieskie obmywają z poczucia winy, błękitne wspomagają procesy myślenia, brązowe leczą z drobnych chorób, zaś żółte poprawiają nastrój. Wystarczy napić się odrobiny wody, aby magiczne moce zaczęły działać!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Che Roslavets
Admin
avatar
Uruz
Rok studiów : III
Wiek : 23
Skąd : Buenos Aires
Czystość krwi : 100%
Partner : dzida
Orientacja : Hetero
Zajęcie : zajmuję się hipogryfami
Inne : starosta Uruz, zawodnik Czarnych Chimer
Liczba postów : 367
Penary : 155


PisanieTemat: Re: Magiczne źródła   Nie 7 Gru - 19:37

Zdawało się, że to będzie długa podróż. Od razu jej to oznajmił. Musieli wyjść z Paracas do Chavin, aby móc się teleportować do Limy. Nawet, jeśli ona tego nie umiała, to skorzystali z aportacji łącznej. Uwielbiał Limę. Jej magiczną część, oczywiście. Była pełna urokliwych miejsc, do których z chęcią wracał, jeśli tylko miał choć sekundę wolnego czasu. Nawet Góry Tęczowe nie kojarzyły mu się z pedalstwem, hehe. Uważał, że każdy, kto choć na chwilę nie był w tej części stolicy Peru, ten wiele tracił. Nie wnikał oczywiście w mugolskie zajawki, bo to nie był jego świat i nie interesował go on w żadnym aspekcie. Po prostu przechodził obok niemagicznych, by gdzieś się dostać i to tyle. Z niejednym też się bił, kiedy tamten się na niego krzywo spojrzał czy miał jakiś inny problem, który oczywiście można było załatwić jedynie siłą! Oto cały świat Roslavetsa, który sam go nie ogarniał w żadnym stopniu, ale to nie szkodzi.
Zapewne podczas ich wędrówki przyznał jej rację. Odnośnie deszczu, który w żaden sposób nie był cudotwórcą. Nie miał pojęcia, co musiałoby się stać, bądź co musiałoby zadziałać, aby się zmienił w jakimkolwiek stopniu. Eliksir? Czy taki istniał, bądź miał zamiar zaistnieć? Nie miał pojęcia. Zapewne więc dodał, że w gruncie rzeczy lubi siebie takim, jaki jest. A jeśli inni nie... to ich problem. Zresztą, nikogo nie zmusza do kontaktów z nim! Ewentualnie do niezbędnego minimum, w przypadku Uruzańczyków. W końcu mieli takiego pecha, że został ich starostą, eheheh, karma to suka.
Potem na pewno przyznał, że nie chce być ciotą i że to stuprocentowa prawda. I dlatego pewnie nigdy się nie zmieni. Biedaczek nie zdawał sobie sprawy, jak bardzo się mylił, pod wieloma względami. Ale może Coccia mu to uświadomi, w końcu lubiła rzucać prawdą prosto w twarz. Na koniec dodał, że nie powinna liczyć na wiele, bo nie zna się na tym całym romantyzmie, ale ogółem będzie względnie miły. Taki to z niego dobry człowiek.
W końcu znaleźli się na polanie usłanej magicznymi, kolorowymi źródłami. Słońce chyliło się się ku zachodowi, odbijając się w taflach. Góry widoczne w oddali sprawiały wrażenie zrobionych z cukru. Przynajmniej tak widział je Che. Który stał chwilę w bezruchu, po czym sięgnął do kieszeni po kuferek zmniejszony zaklęciem. Różdżką zza paska go powiększył, a potem wydobył z niego gruby pled, który zaraz znalazł swoje miejsce na ziemi. Rzecz jasna w miejscu, gdzie nie było wody. Znalazła się też butelka sherry, dwa kieliszki i kilka rzeczy na zapas, których Roslavets póki co nie wyciągał. Podobno nie powinno się wykładać wszystkich kart na stół.
- Zapraszam - rzucił jedynie, czyniąc gest zachęcający Zoey do klapnięcia na kocu. Jaki tajemniczy hehehehs.

_________________


Che Roslavets
••• ••• ••• ••• ••• •••
• barany osły tchórze zające •
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://paracass.forumpolish.com

Zoey C. Coccia
Admin
avatar
Jeran
Rok studiów : III
Wiek : 23
Skąd : Peru
Czystość krwi : 60%
Partner : -
Orientacja : Hetero
Zajęcie : starostowanie
Liczba postów : 341
Penary : 455


PisanieTemat: Re: Magiczne źródła   Nie 7 Gru - 20:01

Zmiana... Zmiana to było pojęcie względne. Nie dało się zmienić człowieka. On po prostu dostosowywał swoje zachowanie do nowych okoliczności, a że wie, że wcześniej popełnił błąd, to stara się przyjąć inną pozę, aby tego uniknąć. To doświadczenia są magią tego kim jesteśmy... Im więcej czujesz tym bardziej inny jesteś od wczorajszej wersji siebie. Pytanie... Czy dzisiejsza Zoey dogadałaby się z tą, która składała śluby Jeran? Nie? Tak? Nie? Jak wielka była zmiana doświadczeń przez okres trzech lat? Trzysta sześćdziesiąt pięć dni razy trzy... Proste działanie, które da Ci wynik dni, które minęły od decyzji o podjęciu studiów tutaj po dzień, w którym wstała dziś rano z łóżka. W tym okresie trzech lat zamyka się znajomość z Che i wieloma innymi osobnikami. Wiele utarczek słownych, gier, zabaw... Znała go... I bała się go. Zadziwiał ją. Chciała go poznać, właśnie dlatego odważnie mu mówiła cześć nie obawiając się słów chłodu, którymi piorunował innych. To nie był straszny człowiek... Świat widział o wiele gorsze przypadki... Zapominamy o tym, bo widzimy zło tylko na swoim poziomie, dostrzegamy tylko swoje nieszczęścia i głęboko wierzymy, że będzie lepiej, choć właściwie to wszystkim mówimy że nie. Lepiej jednak rzucać w siebie kawałami lodu niż tonąć w niepoprawnym optymizmie. To dobra cecha, to dobrzy my, ale też zamknięci jak Che... Nadmiar pewnych zachowań zaczyna blokować to czego potrzebujemy...
Podczas teleportacji, przechadzki... Uśmiechała się wesoło wdając się w dyskusję, która niosła ciekawe przycinanie siebie nawzajem i śmiechy. Faktycznie się starał. Odniosła mały sukces w tej liście różnych przykrości, które czasem mu wytknęła nie specjalnie. Nie chciała przecież go zranić. Umówmy się... Zoey raniła nieświadomie, obrażała nieświadomie, a zbierając żniwo nieświadomych czynów stawała się co raz bardziej butna.
W końcu odnaleźli się w magicznym miejscu, a Zoey przysiadła na pledzie podciągając kolana pod brodę, a na nich oparła głowę przymykając na chwilę powieki.
- Podobno te fioletowe wody leczą złamane serca... Czerwone to szczęście w miłości, niebieskie obmywają z poczucia winy, błękitne są od myślenia, brązowe od chorób, a żółte od śmiechu. W jakiej kolejności byś je wypił? - Spytała układając tą tęczę na swój własny sposób, ale szczerze zainteresowana jego wyborami zamilkła na chwilę nie udostępniając swoich. To było ważne... Ta odpowiedź była ważna. Uzależniona od doświadczeń i upragnionej "zmiany".
Jak wybrać... Co wybrać... Dlaczego wybrać...

_________________

Boom clap,
You make me feel good!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Che Roslavets
Admin
avatar
Uruz
Rok studiów : III
Wiek : 23
Skąd : Buenos Aires
Czystość krwi : 100%
Partner : dzida
Orientacja : Hetero
Zajęcie : zajmuję się hipogryfami
Inne : starosta Uruz, zawodnik Czarnych Chimer
Liczba postów : 367
Penary : 155


PisanieTemat: Re: Magiczne źródła   Sro 10 Gru - 10:24

On wciąż był tym samym człowiekiem. Przynajmniej jeśli rozpatrujemy czas od momentu przystąpienia do ślubowania po dziś dzień. Od początku był wkurwiający, panoszący się niemalże wszędzie i robiący za prywatnego błazna. Nic się w tej kwestii nie zmieniło. Może czasem dla niektórych jednostek był milszy, bo jednak da się zasłużyć na jego szacunek. Zdarza mu się warknąć, odpyskować, zdzielić w mordę, ale wciąż będzie szanował i stawiał honor na piedestale. Uczucia próbował z siebie wyplenić wiedząc, że są zalążkiem wszystkich katastrof na świecie. Gdyby ludzie podchodzili chłodno do każdego swego czynu, gdyby nie bawili się w zbędne sentymenty... świat byłby brutalny. Ale czy taki właśnie nie był? Jeśli są ludzie patrzący przed siebie przez różowe okulary, on patrzył zdecydowanie przez czarne. Wszyscy byli źli i wszyscy krzywdzili. Jak bardzo jednak da się skrzywdzić człowieka bez uczuć? Niemalże awykonalne. Dlatego dążył do tego celu z każdym dniem. Raz szło mu lepiej, raz gorzej, wiadomo. Ale nie poddawał się. Choćby dlatego, że to było przecież w jego interesie. Czemu miałby robić inaczej? Musiał się zatracać w swych przekonaniach, aby móc wyjść zwycięzko z każdego jednego dnia. Który jest bitwą na polu walki. Kto wygra, wygrywa wszystko. On lubił wygrywać, bardzo. Wbrew pozorom lubił też się rozwijać, iść do przodu, osiągać cele. Czasem chciałby za szybko, dlatego wiele z pozycji na liście "do osiągnięcia" wciąż widniało nieskreślone. Wkurwiał się, kiedy odnosił porażki, ale zawsze stawał, aby brać udział w kolejnym wyścigu, kolejnym konkursie, kolejnej bitwie. Był zawzięty. Szczególnie, jeśli chodziło o niego samego. Bo inni... powinni sobie radzić sami. Skoro stać ich na bycie chujem to nie powinni się dziwić, że potem muszą liczyć na siebie. To przecież prosta kalkulacja, niewymagająca bystrego umysłu. A może to sposób rozumowania Roslavetsa był niesamowicie prosty? Cóż, opinie są podzielone.
Tymczasem zaś nie myślał o niczym podobnym. Ani o tym, czy chciałby zranić Zoey, albo czy wciąż powinien być zwykłym chamem. Był stonowany, ale jednocześnie w głowie kołatała mu myśl, aby nie popłynął na tym zbyt daleko. Bo nie chciał otrzymać ciosu, a potem bólu. Wciąż więc był czujny, pomimo zachwytu nad tym, co teraz widział. Kiedy usiadła, ocknął się z chwilowego letargu i również usiadł na pledzie, zapewne gdzieś obok. Wyprostował nogi i oparł się na dłoniach ułożonych za plecami. Odchylił głowę do tyłu, jak gdyby zachodzące słońce mogło go jeszcze opalić na twarzy, ale nic z tego. Nie wiedział, która jest godzina, ale zapewne późna. Wszak powoli kończyła się wiosna, by ustąpić miejsca latu. Dzień niesamowicie się wydłużał, przynajmniej jeśli chodziło o światło. Ale jeśli chodziło o kolorowe źródła... miał na to swoją teorię. Chyba cały dzień moczyłby się w niebieskich, a na koniec zanurzył w fioletowym. Niczego więcej nie było mu trzeba. Tylko czy koniecznie chciał się do tego przyznawać? Ludzie lubili różne rzeczy wywlekać dla swoich korzyści...
- Ja? Ja to bym wypił całe żółte, aby mieć dobrą fazę - skłamał więc gładko, śmiejąc się przy tym. Wszystko pod kontrolą. - A ty? - spytał, choć nie oczekiwał szczerej odpowiedzi. Ale w końcu on też takiej nie udzielił. Tym razem nie był hipokrytą.

_________________


Che Roslavets
••• ••• ••• ••• ••• •••
• barany osły tchórze zające •
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://paracass.forumpolish.com

Sponsored content

PisanieTemat: Re: Magiczne źródła   

Powrót do góry Go down
 

Magiczne źródła

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

 Similar topics

-
» Magiczne choroby i urazy
» Magiczne używki
» Magiczne zawody - rozwój, spis
» Znane postacie magiczne
» Magiczne Dowcipy Weasleyów

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 ::  :: 
Lima
 :: 
Miejsca magiczne
-