IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Tajna siedziba fight clubu

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość

Chupacabra
Specjalna
avatar
Odala
Skąd : z dżungli
Czystość krwi : 100%
Partner : a to już zależy!
Orientacja : Aseksualny/a
Zajęcie : sterowanie życiem
Liczba postów : 662
Penary : 1758

PisanieTemat: Tajna siedziba fight clubu   Wto 2 Gru - 12:53



Tajna siedziba Fight Clubu

Tutaj zasady, które ściśle określają charakter miejscówki.
Żelazne drzwi do Fight Clubu ukryte są pomiędzy bujną roślinnością - trafić można tutaj tylko korzystając ze wskazówek osoby, która powiedziała nam o tajnym klubie. Kierujemy się m.in. sporadycznymi czerwonymi znakami wymalowanymi na drzewach. Po trzykrotnym zapukaniu do drzwi pojawi się ochroniarz. Jeżeli uda nam się wejść, naszym oczom ukaże się luksusowe wnętrze utrzymane w czerwono-czarno-złotej kolorystyce. Na barze można zamówić dowolnego drinka, natomiast walki toczone są na specjalnych podwyższeniach o wyglądzie scen, na które idealny widok jest z obitych satyną kanap.  

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Che Roslavets
Admin
avatar
Uruz
Rok studiów : III
Wiek : 24
Skąd : Buenos Aires
Czystość krwi : 100%
Partner : dzida
Orientacja : Hetero
Zajęcie : zajmuję się hipogryfami
Inne : starosta Uruz, zawodnik Czarnych Chimer
Liczba postów : 367
Penary : 155


PisanieTemat: Re: Tajna siedziba fight clubu   Sob 6 Gru - 10:34

Ciężko jednoznacznie stwierdzić, skąd Che miał pojęcie o Fight Clubie. Był jednak na tyle porąbany, że krzątał się co rusz w jakichś podejrzanych miejscach. Próbował kantować w Apuesta Oasis, próbował pojedynkować się z przeciwnymi drużynami i w ogóle robił wszystko, aby jego życie wyglądało jak pasmo nieszczęść i ciągłych rozrób. Pewnie podczas jednej z nich ktoś mu szepnął coś na uszko, więc postanowił to sprawdzić. Zatargał ze sobą Amado, aby w razie czego mógł łagodzić wszystkie spory, względnie jeśli ich nie wpuszczą, to poszli się gdzieś zjarać czy takie tam inne przyjemności, wiadomka. Nie mieli daleko z Paracas do Chavin, ale coś tam po drodze pogadali, choć teraz kompletnie nie mam wizji o czym. No na pewno nie o Fight Clubie, bo o nim się przecież nie gada. Dlatego wolni jak ping pong postanowili przekroczyć tajniacką siedzibę, ale Roslavets ewidentnie nie spodobał się ochroniarzowi, który za nic w świecie nie chciał go wpuścić. Uruzańczyk oczywiście najpierw próbował się awanturować, a w ostateczności zaproponował łapówkę, w końcu go stać. Jednak i to nie przekonało głupiego dryblasa, dlatego też Che spojrzał z nadzieją na Jorge. Może on coś wykmini i w końcu wejdą? Miał ochotę komuś przypierdolić, a nie zrobi tego stojąc tutaj i łypiąc złowrogo na stróża tego przybytku.

kostka: 6

_________________


Che Roslavets
••• ••• ••• ••• ••• •••
• barany osły tchórze zające •
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://paracass.forumpolish.com

Jorge Amado
Admin
avatar
Ansuz
Rok studiów : III
Wiek : 24
Skąd : Hiszpania, Soria
Czystość krwi : 75%
Inne : Starosta Ansuz, jasnowidzenie
Liczba postów : 140
Penary : 191


PisanieTemat: Re: Tajna siedziba fight clubu   Sob 6 Gru - 16:16

Każdy znał zasady fight clubu. Nie każdy jednak potrafił ich przestrzegać. Choć wieści o nim nie roznosiły się wszędzie, nie były tematem rozmów przy drugim śniadaniu czy plotek przed snem, to jednak wcześniej czy później dotarły nawet do takiego ekscentryka jak Jorge Amado. Trzy lata niewiedzy to chyba wystarczająco dużo, by uznać, ze coś jest w miarę tajne. Przynajmniej tak to wyglądało z perspektywy blondyna. Przekonany o tym, że nic więcej niż nienawiść nie pozostało mu, postanowił wraz z Che udać się do tej przeklętej dziury. Przedzieranie się przez krzaki pełne życia, śledzenie czerwonych znaków, brązowe od błota buty i rozmowa o niczym z towarzyszem - tak właśnie wyglądała jego droga przed wejście do królestwa mordobicia. Szkoda tylko, że jak zawsze gówno wyszło z zamierzeń chłopaka. Ochroniarz, jakiś niedorobiony homo sapiens o inteligencji mierzonej w kolorze blond najwyraźniej postanowił utrudnić życie obu. Fakt, że Jorge był tym spokojnym, lekko wycofanym i cierpliwym w tej dwójce, wcale nie ułatwiał sprawy. Spasła twarzy sterydowego badboy'a, wcale nie zachęcała chłopaka do rozmowy. Powielił więc próbę towarzysza już w spokojniejszy sposób, wpierw próbując wytłumaczyć całe to beznadziejne zajście. Wiadomo jednak, że jak ktoś jest bałwanem to tancerką hula nie zostanie, więc i w tym przypadku ochroniarz nie zatańczył tak jakby to mu zdrowy rozsądek podpowiadał. Bo tyle hajsu nie przyjąć? Widać, że ktoś go sobie dobrze wychował.
Jorge spojrzał na swojego delikatnie mówiąc zdenerwowanego towarzysza. Sam aż tak skłonny do szastania emocjami nie był, więc wyjął skręta przygotowanego na czarną godzinę. Tak, teraz właśnie był ten moment w którym mógł sobie pozwolić na chwile słabości. Zaciągnął się, jakby to miało rozwiązać jego problem z gorylem w służbowym stroju.- Dobra, dajmy sobie z nim spokój. Chcesz? - Zapytał, patrząc jeszcze raz w stronę drzwi, sprzed których ochroniarz postanowił się usunąć.
kostki: 6
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Che Roslavets
Admin
avatar
Uruz
Rok studiów : III
Wiek : 24
Skąd : Buenos Aires
Czystość krwi : 100%
Partner : dzida
Orientacja : Hetero
Zajęcie : zajmuję się hipogryfami
Inne : starosta Uruz, zawodnik Czarnych Chimer
Liczba postów : 367
Penary : 155


PisanieTemat: Re: Tajna siedziba fight clubu   Sob 6 Gru - 22:00

No słaba ta impreza, stwierdził w duchu Che. Mieli wejść do Fight Clubu, pobić się jak na prawdziwych jakże męskich mężczyzn przystało, a potem umierać z powodu odniesionych ran wojennych. Tymczasem na ich drodze do szczęścia stał jakiś fagas, który zwał się ochroniarzem. Ostatecznie jednak Roslavets odpuścił, z wkurwienia jedynie przydzwonił dłonią w ścianę budynku. Będzie miał siniaka jak nic, ale miał to teraz gdzieś. Wziął oczywko skręta od swego ziomala i sztachnął się intensywnie, pokazując mu dłonią, że zbierają dupę z tego głupiego przybytku. Oczywiście nasz Uruzańczyk postanowił również poinformować wrednego bodyguarda, że ONI JESZCZE TU WRÓCĄ, ale tymczasem mają lepsze rzeczy do roboty. Na przykład naprucie się do granic nieprzytomności, odlot w kosmos i inne takie takie w miarę co ich najbardziej kręci. Już nie wiem co piszę, bo chcę szybko, bo potem może zbraknąć czasu.
W każdym razie w poczuciu zwycięstwa POMIMO WSZYSTKO, oddalili się od miejsca, którego ostatecznie nie zwiedzili i udali się z pewnością na melanż życia.

zt x2 napisz gdzieś w jakimś klubie czy innym miejscu i sorki, że ciulowo XD

_________________


Che Roslavets
••• ••• ••• ••• ••• •••
• barany osły tchórze zające •
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://paracass.forumpolish.com

Meredith Rouvsier
Gracz
avatar
Uruz
Rok studiów : II
Wiek : 22
Skąd : Lima
Czystość krwi : 75%
Partner : tak, pewnie
Orientacja : Hetero
Zajęcie : czytam książki imprezując
Inne : zawodnik Czarnych Chimer
Liczba postów : 48
Penary : 168


PisanieTemat: Re: Tajna siedziba fight clubu   Pon 15 Gru - 18:37

Meredith o klubie dowiedziała się dokładnie przez... przypadek. Główną zasadą klubu było nie rozmawianie o nim, a jednak wieści o nim dotarły szybko do Rouvsier, która oczywiście od razu się nim zainteresowała. Bowiem czy było coś bardziej kojącego nerwy niż przywalenie komuś (no i przy okazji oberwanie od tej samej persony, ale to szczegół) tak bez konsekwencji? Zaciekawiło ją to. Chciała sprawdzić na własnej skórze jak to jest. A najlepiej razem ze swoją najlepszą przyjaciółką! Co za jolo stan umysłu ogarnął w tej chwili Meredith trudno stwierdzić, ale ostatnio brak jej było rozrywek, więc wszystko dało się przebaczyć.
Dziewczyny raczej nie przemyślały możliwości nie wpuszczenia ich do klubu, ale tym nie musiały się trapić, gdyż obydwie były niegłupimi i kreatywnymi dziewczynami, które z każdym pytaniem sobie poradzą! No i faktycznie - kiedy już doszły do tajnej siedziby, która zbyt kusząco nie wyglądała, i zapukały trzykrotnie do drzwi, bo gdzieś obiło się im o uszy, że tak trzeba, pojawił się ochroniarz. Ten wyglądał na takiego, który długo się z nimi nie zamierzał użerać. Na początku zlustrował je takim spojrzeniem, że Meredith pomyślała, iż zaraz przegoni je jak karaluchy czy inne przyprawiające o mdłości stworzenia. Następnie jednak uśmiechnął się jakby z politowaniem i postawił dziewczynom pytanie. Rozważenie odpowiedzi nie zajęło im dużo czasu, co zdaje się zaskoczyło tego goryla, a więc w następnej minucie znalazły się wewnątrz czerwono-czarno-złotego lokalu. Tego się Rouvsier nie spodziewała. Wnętrze wcale nie było obskurne  i zaniedbane, wręcz przeciwnie!
Przez Meredith przeszedł deszcz adrenaliny. Wyczekiwała tego od pierwszego usłyszenia o Fight Clubie. Dobrze, że była tutaj z Emeritą. Ufała, że ta nie obrazi się zbytnio za parę odniesionych szkód po ich pierwszym brutalnym pojedynku, hehe.

kostki: 3


Ostatnio zmieniony przez Meredith Rouvsier dnia Pon 15 Gru - 19:32, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Emerita A. Carrasco
Gracz
avatar
Jeran
Rok studiów : II
Wiek : 23
Skąd : San Fernando
Czystość krwi : 75%
Partner : że kto?
Orientacja : Bi
Inne : półsyrena, zawodnik Złotych Lage
Liczba postów : 73
Penary : 227


PisanieTemat: Re: Tajna siedziba fight clubu   Pon 15 Gru - 19:06

Wszelkie informacje na tematy, o których nie powinno mówić się na terenie szkoły zawsze prędzej, czy później trafiały do Carrasco. Kiedy podczas jednego z wykładów usłyszała jednego ze swoich znajomych mówiącym o nietypowym miejscu, gdzie najprościej mówiąc można komuś obić mordę, Emerita zaciekawiła się tym na tyle, iż teraz stała nieopodal zakamuflowanego wejścia do Fight Clubu. W takich momentach dziewczyna cieszyła się ze swojej inności i możliwości lekkiej manipulacji drugim człowiekiem. Nie czerpała przecież z tego wielkich korzyści, a jedynie zaspokajała swoją ciekawość. Co stałoby się gdyby chłopak wyparł się i stwierdził, że musiała się przesłyszeć i wcale nie rozmawiałby o tym miejscu? Tak, czy inaczej męczyłaby go do momentu, w którym by nie pękł. Podsumowując, zaoszczędziła w ten sposób czas i jemu i sobie. Gdyby idiota tak głośno nie gadał, to nie byłoby problemu.
Stała teraz z Meredith, która najwidoczniej w równie dziwny sposób musiała dowiedzieć się o istnieniu klubu. Nie musiały nawet sprzedawać sobie owej informacji w akcie chwilowego podniecenia z możliwości podzielenia się tymże sekretem. Po prostu jakoś tak wyszło, że wyszły i przyszły. Z jednej strony Emerita cieszyła się z faktu, iż nie jest tu sama. Problem może stanowić jedynie dostanie się do środka.
Widząc ochroniarza, którego sylwetka wyłoniła się zza drzwi Em zrobiła wielkie oczy śmiejąc się w duchu z mężczyzny. Miała nieodparte wrażenie, iż za chwilę obydwie będą musiały uciekać przed gościem, który z nieco dziwną miną zadał im pytanie. Początkowo nieco niepewne, ale wreszcie odpowiedziały i zostały wpuszczone. Jak każde świeżarki rozglądały się może nieco onieśmielone wyglądem owego miejsca.
Nadanie sobie przydomku. Jakiż ciekawy pomysł… Tego ta durna papla z roku nie mogła już jej powiedzieć. Przynajmniej miałaby czas na wymyślenie jakiejś groźnej ksywki, żeby największe byki zaczynały się jej bać, ale kurde nie! Zmuszona do szybkiego podjęcia decyzji mruknęła swoje drugie imię – Adena. Jeszcze pieczątka, oddanie różdżki i wszystko załatwione.
- Jak zawsze muszę mieć jakiś ciulowy pseudonim… - mruknęła z niezadowoleniem do Meredith i rozejrzała się ze spokojem. – Czy ty też masz wrażenie, że ci ludzie tak dziwnie wyczekująco na nas patrzą? – dodała po chwili, w której powoli rozglądała się po pomieszczeniu i zgromadzonych w nim ludziach, w większości płci brzydszej…


kostki: 3
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Meredith Rouvsier
Gracz
avatar
Uruz
Rok studiów : II
Wiek : 22
Skąd : Lima
Czystość krwi : 75%
Partner : tak, pewnie
Orientacja : Hetero
Zajęcie : czytam książki imprezując
Inne : zawodnik Czarnych Chimer
Liczba postów : 48
Penary : 168


PisanieTemat: Re: Tajna siedziba fight clubu   Pon 15 Gru - 22:13

Pseudonimu lepszego Meredith sobie nie wybrała. Zbyt mało czasu  na myślenie, a jej jedyne co przyszło do głowy to "Cassie". Poważnie? Imię jej siostry, a dokładnie to skrót od niego? Cassie. Och, faktycznie, wieje grozą na kilometry. Lepiej brzmiałoby już coś w stylu "Błyskawica" czy tam "Skała", chociaż to tak samo oklepane i banalne. Wystarczyłoby, że brzmi lepiej od imienia jej siostry, która przerażająca była tylko dla jednostek w liczbie x, którymi starsza Rousvier pomiatała jak dziećmi.
- Ciesz się, że "Adena" brzmi przynajmniej groźniej od "Cassie" - mruknęła zniesmaczona własnym imbecylizmem.
Rouvsier rozejrzała się dookoła. Kobiet było bezsprzecznie mniej (Mers naliczała cztery), przewodziła płeć brzydsza. Wszyscy przypatrywali się im jakby czegoś oczekiwali. Dziewczynę początkowo zbiło to z pantałyku, bo zupełnie nie wiedziała, o co im chodzi, lecz już po chwili przypomniała sobie o zasłyszanej informacji, jakoby osoby, które pierwszy raz zawitały w Fight Clubie miały stoczyć ze sobą typową walkę. Taka forma chrztu. No to zapowiadało się coraz ciekawiej. Meredith przełknęła ślinę, po czym odchrząknęła i przemówiła:
- No tak. Jesteśmy tu pierwszy raz. A to równa się z... z tym, że jesteśmy dzisiaj atrakcją wieczoru. - Nie wiedzieć czemu Mers uśmiechnęła się. Ale kto ją tam wie, kto ogarnia, co jej chodzi po tej blond główce. Kiedy się na tym przyłapała, odruchowo ściągnęła usta w wąską linię. - Chyba musimy na to wejść. - Wskazała na podwyższenie stanowiące scenę. W lokalu robiło się coraz ciszej, jakby wszyscy byli zainteresowani tylko i wyłącznie nimi. Normalnie Meredith trochę by się spięła, ale teraz czuła jak rozpiera ją duma. Bo przecież umiała się bić! No i wolała tą skuteczniejszą wersję - bezróżdżkową. Ten wieczór w Fight Clubie z najlepszą przyjaciółką brała jedynie za formę rozrywki dla nich obu. Przecież celem nie było zabicie siebie nawzajem! A po skończonej walce i tak wrócą na uczelnię razem, z mniej lub bardziej poobijaną twarzą i nie tylko.
Kiedy już znalazły się na podeście ktoś rzucił do nich, że walkę należy odbyć bez butów i koszul. Meredith zastanawiała się, czy to drugie też dotyczy płci pięknej, ale co tam, wymogi są wymogami, więc ściągnęła z siebie buty i luźny T-shirt. Jeszcze tylko spodnie i czułaby się jak na walkach w kisielu... bez kisielu!
Jako iż do młodszej osoby należał start (no jak dla niej super), dziewczyna nie miała nawet czasu na jakieś tam mentalne przygotowanie czy coś w tym stylu. Z jednej strony nie chciała Emericie robić zbytniej krzywdy, z drugiej - o to chodziło w Fight Clubie! I tak miały się nawalać do utraty przytomności lub kapitulacji którejś z nich. Nie myśląc dłużej, Meredith zdecydowała się na pierwszy krok - cios w twarz. W pierwszej chwili miała odruch, jak gdyby chciała za to Emeritę przeprosić, z tym że przypomniała sobie o sytuacji. Większej krzywdy raczej jej nie zrobiła, ale wygląda na to, że już zafundowała Carrasco limo pod okiem. No nieźle, nieźle, teraz tylko czekać na odwet.

kostki: 4 (trafienia) i 6 (ciosy)
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Emerita A. Carrasco
Gracz
avatar
Jeran
Rok studiów : II
Wiek : 23
Skąd : San Fernando
Czystość krwi : 75%
Partner : że kto?
Orientacja : Bi
Inne : półsyrena, zawodnik Złotych Lage
Liczba postów : 73
Penary : 227


PisanieTemat: Re: Tajna siedziba fight clubu   Pon 15 Gru - 22:58

Największym problemem Emerity w tym momencie był fakt jej pseudonimu. No kurde… Wszystko, nawet tytanowy kloc brzmi lepiej od jej drugiego imienia. Ale nie obrażajmy już więcej przodków Carrasco, ponieważ imię to dostała po swojej babce, więc miejmy szacunek do zmarłych. Swoją drogą tytanowy kloc nie jest taki zły… Halo! Panowie, czy to da się jeszcze zmienić?
- Fakt, w szybkim myśleniu jesteś jeszcze gorsza ode mnie. – przynajmniej nie wybrała sobie słodkiego imienia małej dziewczynki. Głupio zrobiły, że nie ustaliły tego wcześniej.
Dziewczyna ani razu nie spojrzała na swoją towarzyszkę stojącą tuż obok niej. Ciemne oczy zerkały spokojnie na każdy zakątek lokalu. Słysząc słowa Meredith ‘atrakcją wieczoru’. No tak… To był ten moment, w którym powinny pokazać, iż są nowymi członkiniami Fight Clubu, co za tym idzie, muszą stanąć naprzeciw siebie i zacząć się nawalać. Dla większości zgromadzonych tutaj ludzi większą atrakcją byłoby prawdopodobnie postawienie im basenu, w którym pływałby kisiel, ale na szczęście nikt nie wpadł na tak durny pomysł.
Możliwość przywalenia Meredith? Bezcenne. Co prawda już kilkakrotnie doszło do lekkich popychanek między nimi, ale zazwyczaj wynikało to ze zbyt dużego poczucia humoru. Tak, Em potrafiła kogoś walnąć chcąc okazać swoje dobre samopoczucie. Osoba stojąca z boku postukałaby się w czoło widząc najlepsze przyjaciółki gotowe pobić się bez powodu. Gratulacje dziewczęta!
Przytomnie zareagowała i od razu ruszyła na wzniesienie umiejscowione tak, aby wszyscy mieli dobrą widoczność. O punkcie mówiącym na temat ubioru podczas walki Carrasco na szczęście słyszała, dlatego była przygotowana na to co zaraz nadejdzie. Czas się rozebrać drodzy panowie! Dziewczyna zdjęła buty, a następnie bluzkę odsłaniając skrywane przez siebie skarby. Zaśmiała się patrząc na przyjaciółkę, a przez myśl przeszło jej jedynie ‘co my do cholery robimy?’. Pokręciła głową i stanęła naprzeciw rywalki (to już zabrzmiało groźnie).
Chyba obydwie nie zdążyły nawet do końca pojąć, iż w obecnej chwili wszystkie pary oczu były skierowane na nie i z wielką ciekawością wpatrywały się w przebieg ich walki.
W ten sposób Meredith zdążyła już zaatakować wskutek czego Em zrobiła krok w tył. Tak na dzień dobry? W twarz?!
Widząc chwilę zastanowienia na twarzy przyjaciółki, kiedy to ta najprawdopodobniej była zdziwiona, że tu stoi i nawala Em, ona skorzystała z sytuacji i wycelowała pięścią prosto w twarz odpłacając się podobnym ciosem. Jak to dobrze jest mieć starszego brata…


kostki: 2 (trafienia), 6 (cios)
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Meredith Rouvsier
Gracz
avatar
Uruz
Rok studiów : II
Wiek : 22
Skąd : Lima
Czystość krwi : 75%
Partner : tak, pewnie
Orientacja : Hetero
Zajęcie : czytam książki imprezując
Inne : zawodnik Czarnych Chimer
Liczba postów : 48
Penary : 168


PisanieTemat: Re: Tajna siedziba fight clubu   Pią 19 Gru - 16:42

To zabolało. Ale jedyną reakcją Meredith był uśmiech. Poczuła jakąś dziwną euforię, która zmuszała ją do takiego, nie innego zachowania. Rouvsier w Fight Clubie. Ta wzorowa uczennica, która niby nosa z książek nie wyciągała. Czyste kłamstwo, ale ci którzy nie znali jej od imprezowej lub sportowej strony (czytaj większość) takiego byli zdania. Niewątpliwie błędnego, gdyż Meredith była personą o... różnych zainteresowania. Taka jest zmienna, że przy jednej rzeczy by nie wytrzymała. Lub po prostu jest prawdziwą pracowitą pszczółką i lubi zawalać się tonami zajęć! Tak, to się zgadza. No a ten cały Fight Club? Nowe, fajne przeżycie. Mers była oczarowana, wiadomo.
Najbardziej chyba stresowała się publiką. Niby na nią nie patrzyła, nie słuchała, co o bijących się małolatach mówią, ale bała się, że się zbłaźni. Czy istnieje coś gorszego niż publiczna porażka? Publiczność patrzy, czeka na czyjąś zgubę. Może już sobie wybierają faworytki? Może mają skrytą nadzieję, że dziewczyny pozabijają siebie nawzajem? Cóż, na to nikłe szanse, ale kto tam wie, co dzieje się w myślach przypadkowego obserwatora.
Jak pod wpływem jakiś polepszaczy humoru, dziewczyna traciła panowanie nad sobą - nad tym, co robi. Ta cała sytuacja wydała jej się szalona, w pozytywnym sensie, ma się rozumieć. Zrobiła jakiś bliżej nieokreślony ruch, jakby chciała zadać Emericie kolejny cios, ale się zachwiała, a tamta i tak wykonała sprytny unik. Ojej, biedna Mers. To ją tak zasmuciło, że przez głowę przeszły jej pierwsze myśli typu "nigdy nie zostaniesz postrachem dzielni", no a to była przecież okropna wizja! Meredith chciała wygrać, halo! Na ringu nie ma przyjaźni, jest tylko przegrany i wygrany, hehe. Zapomniała, że normalnie obraziłaby się na Carrasco za to uderzenie, bo już pojęła zasady tej gry. Zaciskając pięści przymierzała się do kolejnego trafienia, niestety z podobnym efektem. Nawet jeśli była obecnie bardziej skupiona, to Emerita robiła po prostu zbyt szybkie uniki! Rouvsier była zmieszana, mimo to ani myślała o skapitulowaniu. Co to, to nie, jeśli któraś miała w ogóle powiedzieć "stop", to na pewno nie Meredith. Ucierpiałaby jej duma, no i czułaby się jak ostatnia safanduła. A nie, tak już się poczuwała. Karcąc się w myślach za tą nierozwagę, przygotowała się na następne ciosy. Przecież się musiała poprawić, halo, dajmy jej jeszcze czas. No i niech z Mers kosteczki współpracują.

kostki: 5 (trafienia), 1 (cios)

przepraszam, że musiałaś tyle czekać na odpis :C
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Emerita A. Carrasco
Gracz
avatar
Jeran
Rok studiów : II
Wiek : 23
Skąd : San Fernando
Czystość krwi : 75%
Partner : że kto?
Orientacja : Bi
Inne : półsyrena, zawodnik Złotych Lage
Liczba postów : 73
Penary : 227


PisanieTemat: Re: Tajna siedziba fight clubu   Sob 20 Gru - 14:53

Bijatyka nie była żadną nowością dla Em, w końcu jej starszy brat zadbał o to, żeby młoda potrafiła się obronić w razie potrzeby. Prawdę mówiąc umiejętność owej obrony najczęściej przydawała się podczas rodzinnych weekendów, kiedy to cała rodzina Carrasco siedziała od rana do wieczora razem. Takie dni nie mogły objeść się bez bójek z Eliasem. Liczne blizny na nogach i rękach były pamiątkami w tamtych czasów. Szkoda, że nie można od tak wrócić chociażby na chwilę.
Przypomniała sobie słowa brata uczącego ją odpowiedniego balansowania na nogach, co ułatwiało wszelkie uniki. Gdyby dziewczyna zaniechała codziennych ćwiczeń na kondycję zapewne teraz byłaby już nieziemsko zmęczona próbami ataku i unikami, które naprzemiennie stosowały razem z Meredith. Na jej szczęście przyjaciółce nie wyszedł cios wymierzony w nos, a Em odskoczyła do tyłu. Kolejny raz nie czekając aż Rouvsier wyjdzie z lekkiej dezorientacji spowodowanej nieudanym atakiem, Carrasco wymierzyła perfekcyjnego sierpowego w szczękę i z triumfalnym uśmiechem odsunęła się nieco mając cały czas wzrok skupiony na Mers.
Dziwne uczucie towarzyszyło Em. Miała wrażenie jakby były tutaj zupełnie same i walczyły o coś ważnego. Tak naprawdę biły się, żeby się bić, a obcy ludzie przyglądali się temu wszystkiemu. Jedni patrzyli ze spokojem, inni zaś opuścili swoje stare miejsca i podeszli nieco bliżej. Bądź co bądź walka dziewcząt nie była wcale taka zła. Obydwie miały jakąś wprawę w tym co robią i można było dostrzec, że nie są świeżakami. Podobne emocje wywoływały u Eremity mecze, podczas których widownia kibicowała zażarcie. Tutaj pomimo głośnych owacji czuła, iż przyciągają spojrzenia reszty członków klubu.



kostki: 6 (trafienie), 2 (cios)
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Meredith Rouvsier
Gracz
avatar
Uruz
Rok studiów : II
Wiek : 22
Skąd : Lima
Czystość krwi : 75%
Partner : tak, pewnie
Orientacja : Hetero
Zajęcie : czytam książki imprezując
Inne : zawodnik Czarnych Chimer
Liczba postów : 48
Penary : 168


PisanieTemat: Re: Tajna siedziba fight clubu   Nie 21 Gru - 18:58

W bijatyki wciągała się zbyt często, niż na dziewczynę przystało, a mimo to w Fight Clubie szło jej nadzwyczaj źle. Już ona wiedziała czemu! To Cassie przynosiła jej pecha. Musiała to sobie jakoś tłumaczyć. Bo przecież kiedy tylko pojawiała się jej siostra, działo się coś beznadziejnego. Gdyby tylko mogła zmienić pseudonim, nie miałaby problemu.  Tak właśnie w myślach wszystko zwaliła na niefartowny przydomek i znowu nie skupiła się na uniku. Ech, bywa. Aż jej się wszystko rozmazało po ostatnim ciosie w szczękę. Czyli jak na razie skończyła z pięknie podbitym okiem, szczęką, no i bolał ją nos. Okej, mogło być gorzej, nic jeszcze nie złamała. Tak, jeszcze, bo Emerita była dużo lepsza niż Meredith antycypowała. I to też sprawiało, że czuła zmieszanie.
Przy kolejnym ruchu mogło jej się udać. Ale było tak samo - impuls, wszystko zbyt szybko, no i się biednej Meredith nie poszczęściło. Dokumentnie to spieprzyła. Dopiero teraz zaczynała się całą sytuacją przejmować, no bo jeszcze wyjdzie na taką, co o biciu w gruncie rzeczy nic nie wie i prawdopodobnie zawitała tu tylko z pomysłem, by trochę zniekształcić swoją piękną buźkę. Może i wyglądała niepozornie, ale na pewno taka nie była! W końcu język miała zdecydowanie zbyt cięty, umiała kląć jak szewc, no i gniew harpii przy jej własnym był pestką. Przyszła tu chyba w zbyt dobrym humorze. To jasne, że gdy była opanowana, to nie miała ochoty na obijanie kości, aczkolwiek przyszły tu z Emeritą głównie w formie rozerwania się. Nie biły się z jakiegoś poważnego powodu, tylko przez zaistniały impas. No i właściwie... Meredith woli przegrać tą walkę niż odejść jako przegrana już bez niej. Czyż to drugie nie było większą porażką? Zresztą, na zwycięstwo Emerity nie zamierzała się nadąsać, lecz jej pogratulować - jak to prawdziwej przyjaciółce przystoi.

kostki: 5 (trafienia), 1 (cios) kostki nie lubią Merki, rozumiem
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Emerita A. Carrasco
Gracz
avatar
Jeran
Rok studiów : II
Wiek : 23
Skąd : San Fernando
Czystość krwi : 75%
Partner : że kto?
Orientacja : Bi
Inne : półsyrena, zawodnik Złotych Lage
Liczba postów : 73
Penary : 227


PisanieTemat: Re: Tajna siedziba fight clubu   Nie 21 Gru - 19:22

Czyżby Meredith nie była dzisiejszego dnia w stanie tak solidnie pierdzielnąć Em? Co to się dzieje z tym światem? Carrasco doskonale znała przyjaciółkę i czekała tylko na ten nokautujący cios z jej strony. Nie raz widziała jak Mers zaczyna, więc w tej sytuacji była nieco zdziwiona. Najprawdopodobniej nie był to jej czas na solidną bójkę.
Dzięki sytuacji wpływającej na korzyść Emerity, ta poczuła się jeszcze swobodniej i zaczęła nieco bardziej latać po wyznaczonym dla nich miejscu. Chyba tak to robią bokserzy, a jeśli nie to powinni zacząć, ponieważ Carrasco tak twierdzi. Przeskakując z nogi na nogę uśmiechnęła się szeroko do Rouvsier. Nie był to najodpowiedniejszy moment na takie zagrywki, ale czując, iż wygrywa nie mogła się powstrzymać.
Przez myśl przeszło jej pytanie co by zrobiła gdyby jej rywalem był dwa razy cięższy mężczyzna, których było tutaj pełno. Czy dalej byłaby taka odważna? Gdyby ten bez żadnych skrupułów zacząłby walkę nie pozostałaby bierna. Teraz jednak była w dogodniejszej sytuacji, z czego chyba się cieszyła. Chcąc w jak największym stopniu wykorzystać niepowodzenie rywalki wymierzyła kolejny cios, ale Mers chyba nieco przebudziła się ze snu. Pięść Carrasco uderzyła powietrze i tyle było z jej prowadzenia w walce. Przesiąknięta w dalszym ciągu chęcią wygranej zaklęła sama siebie, następnie skupiając się się na kontrataku.
Dawaj Meredith, nie dajmy się nudzić widowni.


kostki: 3 (trafienie), 1 (cios)
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Meredith Rouvsier
Gracz
avatar
Uruz
Rok studiów : II
Wiek : 22
Skąd : Lima
Czystość krwi : 75%
Partner : tak, pewnie
Orientacja : Hetero
Zajęcie : czytam książki imprezując
Inne : zawodnik Czarnych Chimer
Liczba postów : 48
Penary : 168


PisanieTemat: Re: Tajna siedziba fight clubu   Nie 21 Gru - 20:35

Tym razem nie dostała, no jak miło! Podpatrzyła u Emerity sposób na unik, który najwyraźniej się sprawdzał. Następny ruch należał do niej. No i - och, kto by pomyślał - znów się jej nie udało. Ktoś w tłumie głośno ziewnął. To Mers zdenerwowało. Jak tak się kolesiowi nudziło to niech sam tu wejdzie i pokaże co potrafi, ot co. Spojrzała w stronę widowni ze wzburzeniem, by spróbować rozpoznać tego delikwenta, a wtedy ktoś inny rzucił coś w stylu "obijcie sobie w końcu porządnie mordy". Nienienie, takie teksty to akurat mógł zostawić dla siebie, chyba że specjalnie chciał rozjuszyć Rouvsier. Z tym że chyba wolał, by ten gniew Meredith przeniosła na swoją obecną rywalkę. Powinna teraz uderzyć Carrasco, bo to z nią się biła, ale wolała rzucić się na tamtego faceta. No brawo, Meredith, takie widowisko tylko poza sceną, hehe. Najpierw zdecydowała się na prawego sierpowego, później kopnęła go w brzuch, a następnie... nic już nie zdążyła zrobić, bo ktoś ściągnął ją z faceta i z pełną kurtuazją wypchnął spoza widowiska. Później otrzymała w zwrocie swoje buty i bluzkę, które ktoś niezwykle miły rzucił w jej stronę. Dopiero w tym momencie Rouvsier sobie uświadomiła, że nie jest na podwyższeniu i już nie bije się z Emeritą, tylko leży gdzieś w środku lokalu i nie wie co ze sobą zrobić. Prawdopodobnie była w amoku. Po chwili za ramiona złapała ją i wyprowadziła ochrona. Wyprowadziła? Wyrzuciła na zbity pysk tak, że blondynka jeszcze zaryła brodą o ziemię, przy okazji zdzierając z podbródka skórę. Piękne zakończenie nieudanej walki, no tak. Chyba będzie musiała za to przeprosić przyjaciółkę. Cóż, taki był jej impuls, no i skończyło się... zabawnie. Tak to sobie podsumowała Meredith. Ale dzień się jeszcze nie skończył, samo wyrzucenie z Fight Clubu nie oznacza, że muszą wracać do Paracas, prawda?

kostki: 3 (trafienie), 1 (cios)
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Emerita A. Carrasco
Gracz
avatar
Jeran
Rok studiów : II
Wiek : 23
Skąd : San Fernando
Czystość krwi : 75%
Partner : że kto?
Orientacja : Bi
Inne : półsyrena, zawodnik Złotych Lage
Liczba postów : 73
Penary : 227


PisanieTemat: Re: Tajna siedziba fight clubu   Nie 21 Gru - 21:06

Carrasco usłyszała komentarze z widowni. Fakt, gdyby ona siedziała na widowni i widziała, że jakieś dwie panny nie potrafią trafić najprostszym ciosem, to byłaby pierwszą osobą skandującą głośno coś zachęcającego i pobudzającego do walki. Chcąc wreszcie zakończyć walkę, którą w tym momencie i tak by wygrała zamachnęła się, ale kolejny raz jej pięść przeszła przez powietrze. Zdezorientowana dostrzegła, iż przed nią nikogo nie ma. Spojrzała pod nogi, czy aby Meredith nie zemdlała z wrażenia, albo zastosowała nieznany jej dotąd unik zmuszający do położenia się na podłodze. Niestety pod swoimi nogami też nie dostrzegła przyjaciółki. Rozejrzała się wokół i wreszcie dostrzegła w jednej części lokalu małe zamieszanie. Przez moment mignęły jej blond włosy, ale kiedy zdecydowała się pobiec na pomoc Mers, tą zdążyła wyprowadzić ochrona. Emerita pokręciła z uśmiechem głową i zgarnęła swoje rzeczy. Wcześniej oczywiście poinformowano zgromadzonych o wyniku walki. Szkoda, że musiała sama opuszczać podwyższenie przyciągając przy tym sporo spojrzeń. Tak, to jest odpowiedni moment do ulotnienia się z tego miejsca. Przecież nie zostawi przyjaciółki samej za drzwiami.
- To się nazywa wyjście. – zaśmiała się stając obok Rouvsier i poprawiła ubranie, które przed sekundą zdążyła na siebie założyć. Usiadła na moment na chodniku w celu zasznurowania butów. – To co robimy z tak mile rozpoczętym wieczorem? Może cos dla rozluźnienia nóg? – Wstała pomagając przy tym podnieść się dziewczynie, którą najwyraźniej ostro wykopali z Fight Clubu skoro wylądowała na chodniku.


/zt x2 (jak chcesz to napisz w jakims lokalu, czy cos ;> )
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Sponsored content

PisanieTemat: Re: Tajna siedziba fight clubu   

Powrót do góry Go down
 

Tajna siedziba fight clubu

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

 Similar topics

-
» Lazure Rock Title Fight
» Siedziba wojskowa + poligon
» Siedziba Thralla
» Siedziba ZRV w Yokohamie
» Tajna placówka rządowa

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 ::  :: 
Chavin
-