IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Sto Gwiazd

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość

Chupacabra
Specjalna
avatar
Odala
Skąd : z dżungli
Czystość krwi : 100%
Partner : a to już zależy!
Orientacja : Aseksualny/a
Zajęcie : sterowanie życiem
Liczba postów : 662
Penary : 1758

PisanieTemat: Sto Gwiazd   Sro 19 Lis - 20:01


Sto gwiazd


Czyli raj dla wszystkich, którzy lubią spędzać czas przy świetle księżyca, lub często myślami odlatują między gwiazdy. Małe pomieszczenie, podobnie jak Ściana Run odgrodzone od reszty kopuły. Znajduje się w nim kilka teleskopów najlepszego wykonania i wygodne fotele, z których zakochani mogą spokojnie oglądać gwiazdy.
W zależności od tego, z którego teleskopu przyglądasz się niebu, widzisz zupełnie różne konstelacje gwiazd. Nie przywiązuj się więc do nich. Gwiazdy nad Paracas codziennie pokazują inne obrazy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Meredith Rouvsier
Gracz
avatar
Uruz
Rok studiów : II
Wiek : 22
Skąd : Lima
Czystość krwi : 75%
Partner : tak, pewnie
Orientacja : Hetero
Zajęcie : czytam książki imprezując
Inne : zawodnik Czarnych Chimer
Liczba postów : 48
Penary : 168


PisanieTemat: Re: Sto Gwiazd   Nie 14 Gru - 11:34

Była za bardzo roztargniona lub mało uważna. Jak mogła w ogóle wyjść z klasy zapominając o podręcznikach? Może się śpieszyła, może była myślami zupełnie gdzie indziej. To się jej zdarzało ostatnimi czasy zbyt często. Dziewczyna brała na siebie przesadną ilość obowiązków, do tego do sesji coraz bliżej, a ona kuła jak szalona. Jeśli komuś wydawało się, że jej system nauki już jest za bardzo obciążający, to teraz zdziwiłby się potrójnie. Niemniej jednak taka już była Rouvsier - z trochę chorymi ambicjami i nigdy niezadowalającymi wynikami. Przez ten cały chaos z jakim szła przez życie można było jej wybaczyć zostawienie podręczników.
Zaraz po otrzymaniu listu od Amado, dziewczyna niemalże pobiegła do wyznaczonego miejsca na spotkanie. Nie chciała, by Jorge długo na nią czekał. Abstrahując od faktu, iż nie sądziła, by jemu przeszkadzała samotność, to Meredith po prostu nie lubiła poczucia świadomości, że ktoś się jej spodziewa. Ten prawie bieg zajął jej mniej niż pięć minut, a więc nawet nie zdążyła się nim zmęczyć. Po mimo tego, gdy weszła do pokoju stu gwiazd, bicie jej serca stało się nieznacznie szybsze. Z powodu tego zjawiskowego wyglądu wnętrza czy może raczej samego Amado? Nie chciała się nad tym długo głowić. Przeszło jej przez głowę, że trochę zazdrości chłopakowi, iż ten może pozwolić sobie na przesiadywanie tak długo w tym cudownym miejscu. Ją samą dniem i nocą gonił czas. Nieprzerwanie miała coś do roboty, nawet na sen jej sporadycznie nie starczało. A pragnęła móc zatrzymać lecący permanentnie czas i zwyczajnie zawiesić wzrok na gwiazdach. Przez myśli o tym odrobinę posępniała, acz nic nie dała po sobie poznać. Z neutralnym wyrazem twarzy podeszła do Amado, a następnie lekko się uśmiechnęła.
- Wielkie dzięki za te podręczniki. Zostawienie ich po zajęciach było mega niedbałe, nie uważasz? - zapytała czując, iż jest odrobinę skonsternowana. W dodatku z niewiadomego jej powodu, co lekko zbiło ją z pantałyku.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Jorge Amado
Admin
avatar
Ansuz
Rok studiów : III
Wiek : 25
Skąd : Hiszpania, Soria
Czystość krwi : 75%
Inne : Starosta Ansuz, jasnowidzenie
Liczba postów : 140
Penary : 191


PisanieTemat: Re: Sto Gwiazd   Nie 14 Gru - 16:44

Amado teoretycznie również nie miał czasu, powinien się uczyć do sesji i być przybity życiem jak wszyscy wokół. Wybrał inaczej. W końcu każdy człowiek niezależnie od tego co powinien zrobić, może pójść w drugim kierunku. Zapomnieć się, dać sobie czas na wytchnienie. To czasem pomaga. Daje czas na uszeregowanie tych wszystkich informacji, które w trakcie semestru człowiek zbiera niczym dzieci kasztany na jesień. Pozwala doszukać się braków, ale też wyrzucić z pamięci to co mało istotne. W końcu na każdym kierunku są takie wiadomości w niektórych działach, których pamiętać po prostu nie warto. Nie zmieniają absolutnie nic, tak jak chłopak przesiadując długie godziny w takich salach jak ta. Samemu, biorąc czubek nosa za najlepszego kompana.
Sala stu gwiazd była niesamowita, choć jego nigdy to co w gwiazdach ukryte nie pociągało. Patrzył na to raczej jak na sztukę. Zbiór małych punkcików, kropel farby na ciemnym płótnie. Ruszający się obraz prawie jak z magicznych fotografii potrafił go urzec. Zastanawiał się dlaczego czarodziejskie obrazy się nie poruszają. Jakiej farby trzeba by użyć, by taką iluzje ruchu uzyskać. A może gdzieś na krańcu świata ktoś wymyślił zaklęcie, które umożliwiałoby to? Nie wiedział, nie chciał szukać odpowiedzi. Interesowało go myślenie, płynięcie wgłąb swoich wyobrażeń. Gdzie widmo sesji nie istnieje, a czas zatrzymał się właśnie w miejscu. W końcu najpiękniejsze jest to, co jest w głowie, bo tam można ludziom dodać skrzydeł, a z lwa zrobić zwierzątko domowe. Wystarczy tylko chcieć.
- Każdemu się zdarza. - Stwierdził, uśmiechając się w stronę starej znajomej. Nie był to uśmiech życzliwy, pełen emocji i empatii, ale jak na niego całkiem przyzwoity. - Siadaj. Ochłoń jesteś cała czerwona. Chyba rzeczywiście nie możesz żyć bez tych stert pergaminu. - Stwierdził, patrząc na jej zaczerwienione policzki trochę od biegu, trochę do tego zmieszania, które miał wrażenie, że jej towarzyszy. A może to już z oceną z jego strony coś nie w porządku? Nie miał wielu okazji, by oceniać ludzi, nie specjalnie się też w tym lubował, sam nie chciał być oceniany przez kogokolwiek, więc możliwe, że na rozum mu się to rzuciło.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Meredith Rouvsier
Gracz
avatar
Uruz
Rok studiów : II
Wiek : 22
Skąd : Lima
Czystość krwi : 75%
Partner : tak, pewnie
Orientacja : Hetero
Zajęcie : czytam książki imprezując
Inne : zawodnik Czarnych Chimer
Liczba postów : 48
Penary : 168


PisanieTemat: Re: Sto Gwiazd   Nie 14 Gru - 19:50

Może Meredith po prostu nie potrafiła dać sobie odpocząć? Tak naprawdę od książek odchodziła tylko na imprezy, treningi quidditcha i nieliczne spotkania z ludźmi. A to stanowiło mniej niż część jej nieinteresującego życia. Żyła w tym pędzie bojąc się zatrzymać choćby na sekundę, by nie stracić czegoś kluczowego. Przez ten pośpiech w końcu zabraknie jej czasu na oddychanie, była tego pewna. Mimo to nie zwalniała. Zawsze mógł ją ktoś wyprzedzić. A dla Meredith bytowanie było jak wyścig szczurów, do którego je porównywała. Stąd więc jej presja. Niezmiernie stresująca presja.
Na słowa chłopaka jakoby była czerwona, odruchowo dotknęła swoich policzków, które faktycznie były lekko rozpalone, a następnie usiadła obok niego. Cóż, wygląda na to, że nie siedziała już od dłuższego czasu, bo poczuła znaczne rozluźnienie mięśni. Przyjemne uczucie. A takich w ostatnim czasie mało doświadczała.
- Na to wygląda - westchnęła w odpowiedzi. Faktycznie były w jej życiu bardzo ważne! Przecież Meredith bez swoich podręczników to... nie ta sama Meredith. Co by miała do roboty gdyby przestała siedzieć nad papierkami tyle czasu, ile to robiła? No, pewnie dużo. Jakkolwiek jednak ona wybierała naukę, szlifowanie jej do poziomu perfekcji. - Z tobą chyba odwrotnie, co? Nie wyglądasz na zestresowanego, a przecież niedługo sesja plus dochodzi ci starostowanie. Jak ci się to udaje? - Uśmiechnęła się szerzej autentycznie zaciekawiona. Jej też przydałby się złoty środek, aby uwolnić się chociaż na chwilę od napięcia, który ciągnął ze sobą jeszcze nerwowość i niestabilność emocjonalną blondynki. Może zdrowszy od alkoholu, w którym tak się od pewnego czasu lubuje. Mniemała, że to quidditch odciąga ją w pewnym stopniu od stosu podręczników. Ale też był dla niej stresujący, chociażby z tej racji, iż rozpalał w niej chorobliwą potrzebę rywalizacji i bycia najlepszą. Smutny los perfekcjonistki, ech. Przynajmniej teraz nie musiała zmuszać się do myślenia o tym. Bez nerwów siedziała sobie w prawdopodobnie najpiękniejszym pomieszczeniu w całym Paracas, spoglądając co chwilę we wszystkie strony, by dokładnie zlustrować salę. Raz za razem ugruntowywała się w myśli, że to miejsce dawało jej poczucie swobody, beztroski i relaksu. Dokładnie tego, czego potrzebowała. To dobra idea, by przychodzić tu częściej!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Jorge Amado
Admin
avatar
Ansuz
Rok studiów : III
Wiek : 25
Skąd : Hiszpania, Soria
Czystość krwi : 75%
Inne : Starosta Ansuz, jasnowidzenie
Liczba postów : 140
Penary : 191


PisanieTemat: Re: Sto Gwiazd   Pon 15 Gru - 16:48

Wszyscy powtarzali nauka, czym ona jednak jest? W praktyce te wszystkie podręcznikowe bzdury nadawały się tylko do spalenia w jakiś rytualny sposób, by już nigdy nie wróciły i głowy dobrym ludziom nie zaśmiecały. Tyczyło się to zwłaszcza każdego kierunku w którym obcuje się ze zwierzętami. Do nich trzeba umieć podejść, a nie bezmyślnie recytować formułki. Nie to, by Amado należał do osób, które znają się na zwierzętach. Gdyby tak było, polowałby razem z Che, zamiast przystrajać sale na posiłki. Oczywiście można powiedzieć, że smoki różnią się od jakiś jeleni w lesie. Nimi jednak w szkole Amado nie specjalnie się interesował, a na studiach wiedział o nich tyle co przyjaciel Brazylijczyk zdołał mu z zapartym tchem powiedzieć. Zdecydowanie za mało, by czuć się bezpiecznie na sali egzaminacyjnej. Co miał jednak zrobić? Zabić się z tego powodu? Chodził na zajęcia, coś tam mu się o uszy obiło. Nie zamierzał niszczyć sobie życia nauką. Fajnie jest poczytać coś w zaciszu biblioteki czy sypialni, ale nie koniecznie z myślą, że kolejnego dnia pisze się z tego egzamin. Jedyne co dobrego mógł dla siebie zrobić to odprężyć się, zapomnieć o tym wszystkim.
- A co mi da to, że będę się stresował. Nic oprócz zmarszczek. - Stwierdził, trochę wymijając odpowiedź na jej pytanie. To nie była wielka filozofia co robił, pod tym względem był taki jak inni. Również się nie uczył, spędzając czas wolny na przyjemnościach. Tu działała zasada, że jedni lubią ogórki, inni ogrodnika córki. Nic prostszego. - Ciekawszym jest raczej jak można być tak zapracowanym gdy za oknami piękna pogoda. - Prawda była taka, że to go nie interesowało, ale zamilknięcie też nie było tym, co pomogłoby ich spotkaniu. Czasem trzeba było powiedzieć coś, by rozmowa się kleiła. Przy byciu takim "mistrzem konwersacji" jak on to czasem zamieniało się w często. Przynajmniej mówił, zamiast chować się do skorupki swojej paskudnej osobowości.
Uśmiechnął się do siebie nie wiedzieć czemu. Może te godziny przedegzaminowej grozy choć raz spędzi przyjemnie? Przydałoby się, nawet jeśli samotność nie jest najgorszym wyjściem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Meredith Rouvsier
Gracz
avatar
Uruz
Rok studiów : II
Wiek : 22
Skąd : Lima
Czystość krwi : 75%
Partner : tak, pewnie
Orientacja : Hetero
Zajęcie : czytam książki imprezując
Inne : zawodnik Czarnych Chimer
Liczba postów : 48
Penary : 168


PisanieTemat: Re: Sto Gwiazd   Pon 15 Gru - 20:10

Wspomnienie Amado o stresie i zmarszczkach miało sens. Aczkolwiek Meredith nie potrafiłaby funkcjonować z takim podejściem, nawet jeśli argument był niczego sobie. Ona za bardzo się przejmowała. I to było najgorsze. Martwiła się o to, czy wystarczająco dużo czasu spędzała nad książkami (o ironio). O to, czy jej fryzura wciąż utrzymuje się w nienagannym porządku. O to, czy jest wystarczająco dobrą zawodniczką na drużynę quidditcha. Ściśle o wszystko. To było coś wyższego od niej, z czym nie mogła sobie poradzić tak łatwo jak z utrzymywaniem zachwycającej średniej.
- No... może i tak - przytaknęła na pierwsze słowa Jorga, bo szczerze się z nimi zgadzała, co nie oznaczało jednak, że sama mogłaby się tego stosować. Nie ze względu na to, że nie chciała. Najzwyczajniej nie umiała.
Mer była zaharowana do tego stopnia, że nie zwracała uwagi na pogodę. To znaczy jasne, wychodziła z murów Paracas i to dość często, bo przecież nie była aż takim kretem czy czymś w tym stylu. Natomiast nie dostrzegała jakiś większych zmian w klimacie, oprócz tego, że było zimno lub ciepło, padało lub świeciło słońce. Jej głowa była przepełniona zupełnie innymi myślami.
- Rzeczywiście taka piękna? No widzisz, muszę w istocie dużo zamulać nad tymi książkami, skoro nawet nie zwróciłam na to większej uwagi - odparła, po czym przyciągnęła do ramion swoje kolana i oparła na nich łokcie. Przez głowę przeszła jej myśl o tym, że jej życie ostatnio naprawdę staje się monotonne i znojne. Wcześniej uczęszczała raz po razie na imprezy, poświęcała więcej czasu swoim przyjaciołom i przy okazji częściej się uśmiechała. Przez tą krótką refleksję zgubiła swój uśmiech. Cicho westchnęła i schowała twarz między łokciami, by po chwili zerwać się z tej pozycji i wbić wzrok w twarz chłopaka. - Jorge? Miałeś tak kiedyś... - niespodziewanie zawiesiła głos. Poczuła konsternację związaną z zadaniem tego pytania, choć sama nie potrafiła sobie wytłumaczyć czemu. Nie chciała obciążać Amado tymi, jak twierdziła, bezsensownymi pytaniami, na które wcale nie musiał mieć ochoty odpowiadać. Mimo to nie chciała tak kończyć w połowie zdania, dlatego też po chwili dokończyła: - Miałeś tak kiedyś, że czułeś jak marnujesz swoje życie? Że mogłoby być lepsze, ciekawsze i to cię cholernie dręczyło? - spytała i po chwili pożałowała. Te swoje nagłe dołujące filozofie wolała zachowywać dla siebie, no ale cóż, tak się jej wymknęło.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Jorge Amado
Admin
avatar
Ansuz
Rok studiów : III
Wiek : 25
Skąd : Hiszpania, Soria
Czystość krwi : 75%
Inne : Starosta Ansuz, jasnowidzenie
Liczba postów : 140
Penary : 191


PisanieTemat: Re: Sto Gwiazd   Pon 15 Gru - 21:57

Był niczego sobie dla niej. Gdyby rozmawiał z Che czy Augustusem mógłby się spodziewać śmiechu i kąśliwych uwag. Chyba w końcu nauczył się czegoś w rozmowie z drugim człowiekiem. Taki rozwój powinien zostać nagrodzony medalem. Choć... To trochę przykre, że po względem kontaktów międzyludzkich jest na poziomie dziecka z autyzmem. Powinien zastanawiać się raczej czemu inni jeszcze z nim rozmawiają, zamiast rozmyślać o kolorach na nieziemiskim niebie. Każdy teleskop pokazywał w końcu innych fragment nieba. Przybliżał go. Jeśli Amado tak spojrzałby na siebie, to może w jedną noc stałby się innym człowiekiem? Wszyscy byliby z tego powodu szczęśliwi. Uczniowie ansuz w końcu mieliby normalnego starostę, Meredith czy Emerita dobrego kolegę, Che kumpla do bicia i picia. Zdecydowanie zmiany by mu się przydały. Jak każdemu. Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia, nie?
- Widzisz, po sesji przerwa, będzie czas na nadrobienie zaległości. - Zakończył temat tym optymistycznym dla niej akcentem, samemu zastanawiając się jaki to będzie dla niego czas. Nie przepadał za świętami, bo trzeba było siedzieć z rodziną. Miał pojechać do matki? To chyba żart. Jedyna kobieta którą kochał dawno odeszła. Teraz zostało mu wynająć mieszkanie, kupić zapas trawy i mieć nadzieje, że nikt nie wpadnie na pomysł wpaść do niego na odwiedziny.
Z zamyślenia wyrwało go pytanie dziewczyny i to jak bardzo się wierciła. Czy ono było złe? Pytało o niego, więc bariera naglę podniosła się do góry. Choć wiedział, że ona pewnie wie o jego przypadłości, nie chciał jej o tym przypominać. Lepiej więc było rozmawiać o jego odczuciach niż tym kim jest. Choć głos nagle zamarzł mu w gardle, szybko zebrał się w sobie. Nie chciał jej nie odpowiadać, w końcu byli dobrymi znajomymi. Potrzebował takich ludzi jak ona. Byli kanwą bezpieczeństwa. Wiedział, że właśnie w nich mógłby szukać pomocy, jeśli coś by się wydarzyło.
- Każdy tak czasem miewa. - Pogładził ją dłonią po twarzy, odsuwając trochę spięty podbródek od kolan. Wiedział, że ten temat jest niebezpieczny, więc zrobienie czegoś, co odciągnęłoby jej uwagę od niego jest najlepszym wyjściem. Z resztą... Lubił na nią patrzeć. Delikatne rysy twarzy zawsze widział w swojej głowię jako przepiękny, wyidealizowany obraz rodem z szesnastego wieku.- Mógłbym być jak ty, pracowity i ambitny. Nie wyszłoby mi to na złe.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Meredith Rouvsier
Gracz
avatar
Uruz
Rok studiów : II
Wiek : 22
Skąd : Lima
Czystość krwi : 75%
Partner : tak, pewnie
Orientacja : Hetero
Zajęcie : czytam książki imprezując
Inne : zawodnik Czarnych Chimer
Liczba postów : 48
Penary : 168


PisanieTemat: Re: Sto Gwiazd   Pią 19 Gru - 17:31

Meredith przerwą podobnie jak Jorge nie była zachwycona. Dom, Caspian, Cassandra. Nie, nie, nie. Och, jeszcze Mirabella, ale o tej nadgorliwej babie blondynka nie umiała nawet myśleć bez bólu głowy. Od śmierci jej matki mijały już trzy lata, a przez myśli dziewczyny przechodziło wyłącznie pytanie "czemu?". Czemu nie mogła iść gdziekolwiek indziej, tylko do domu pseudorodziny, której nie znała? Czemu Lana nie była rozsądniejsza przed śmiercią? Czemu w ogóle to spotkało ją? Meredith chciała wyprowadzić się jak najszybciej. Co prawda była już pełnoletnia, więc nie miała na co czekać, ale to było trudniejsze. Caspian nie chciał jej tracić po "dopiero" dwóch latach. Twierdził, że jeszcze się nie zżyli, a ona chce uciekać. Tak, pewnie. Nie odczuwała po prostu potrzeby należenia do ich zakłamanej rodzinki, która familię odgrywała tylko w święta. No a właśnie - te też zbliżały się nieubłaganie. To chyba jednak Meredith wolała mieć sesje co miesiąc. Wydawało jej się to mniej denerwujące.
Gdyby Rouvsier w ogóle pomyślała w tym momencie o rodzinie, już w ogóle poczułaby nadchodzącą depresję czy cokolwiek takiego. Może lepiej, że zadręczała się myślami o tej "bezwartościowej" jej zdaniem egzystencji niż Caspianem i Cassie.
- Więc to być może tylko taki gorszy okres w życiu. Niemożliwy do uniknięcia. - Mimowolnie uniosła kąciki ust w niepewnym uśmiechu. Chciała w to wierzyć, ale nie była przekonana. Z natury należała do takich, którzy mają skłonności do nadmiernego udręczania się. Nigdy nie opuszczały jej obiekcje. Może była lekką dekadentką. Nawet jeśli o tym myślała, nigdy by się nie przyznała. Nigdy nikomu się nie skarżyła, nie użalała nad sobą - tym wszystkim zadręczała jedynie siebie. Wolała pozostawać w oczach innych jako ta, która zdaje się nie ma żadnych problemów. - Ale też nie na lepsze. Bo wiesz, jak skupiasz się tylko nad obowiązkami, jak ja, to potem robisz to machinalnie. To straszne, tak szczerze - wyznała nawet nie zastanawiając się nad słowami. Chyba dopiero po usłyszeniu własnego głosu zorientowała się, że cokolwiek mówi. Meredith rzadko się otwierała, praktycznie nigdy. Choćby nawet była z niej taka pogodna i otwarta duszyczka, to zwierzać się nienawidziła. Tak jakby kogoś w ogóle interesowało to, o czym myśli. Nie. To niepotrzebne. Własne uczucia pozostawiała samej sobie.

wybacz mi zwłokę z odpisem ;cc
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Jorge Amado
Admin
avatar
Ansuz
Rok studiów : III
Wiek : 25
Skąd : Hiszpania, Soria
Czystość krwi : 75%
Inne : Starosta Ansuz, jasnowidzenie
Liczba postów : 140
Penary : 191


PisanieTemat: Re: Sto Gwiazd   Sob 20 Gru - 0:14

Tak, własne mieszkanie to coś do czego przymierza się wielu ludzi w ich wieku. Także Jorge. Co miesiąc sobie mówi, że poszuka jakiejś pracy na weekendy, przejrzy gazetę, a potem i tak kończy się na leżeniu i udawaniu, że tego nie było. Ni to, by taka sytuacja jaką ma teraz mu odpowiadała. Od po prostu wolał trzymać się świadomości, że zdąży. Gdyby wyprowadzka i obowiązki były dla niego koniecznością, zrezygnowałby z tego już na wstępie. Zawsze tak jest. Lepiej robi się coś dla siebie niż z konieczności. Nawet jeśli chodzi o jedną i tą samą sprawę. Człowiek w swoim tempie lepie myśli i nie przejmuje się, że ktoś mu wtyka nosa w jego sprawy. Dla takich osób jak Jorge, dla których prywatność jest ważniejsza niż większość kontaktów międzyludzkich to szczególnie ważne. Na szczęście widmo osoby, która miałaby mu wtykać się tam gdzie nie trzeba nie istniało, a przynajmniej tak Amado się wydaje...
- Wierzę ci, ale patrz teraz nie jesteś wśród obowiązków. - Powiedział spokojnie, wyczuwając, że wchodzą na bardzo intymną sferę jej życia, gdzie każda omyłka może być czymś tak drażliwym jak w jego przypadku wspomnienie choć słowem o jego inności. Pocieszał jedynie fakt, że mimo wszystko na co dzień dziewczyna była bardziej do ludzi niż on. Mógl mieć nadzieje, że przez to ma większą granice tolerancji i nie prędko postanowi powiedzieć mu jaki jest beznadziejny. W końcu... Tego spodziewał się po każdy. Nawet po niej. Choć nieco mniej, przyznaję.
Delikatnie przysunął się bliżej niej, miał wrażenie, że mówiła coraz ciszej. Ramieniem objął ją, tak ze dłoń spoczywała teraz na początku jej ręku, a reszta ręki znajdowała się delikatnie na plecach za głową. W ten sposób mógł czuć każdy niespokojny ruch. Czy to było u niego normalne? Nie, ale nie bał się dziewczyny, więc mógł sobie pozwolić na niego więcej poufałości. Może rzeczywiście nie specjalnie interesowały go wszystkie jej rozważania, ale te wydawały mu się całkiem przydatne. Prowadziły do jakiejś rozmowy. Takiej w której mógł się czuć bezpiecznie, nie opowiadając o sobie czy czym z nim związanym. Pewnie dlatego właśnie był takim dobrym słuchaczem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Meredith Rouvsier
Gracz
avatar
Uruz
Rok studiów : II
Wiek : 22
Skąd : Lima
Czystość krwi : 75%
Partner : tak, pewnie
Orientacja : Hetero
Zajęcie : czytam książki imprezując
Inne : zawodnik Czarnych Chimer
Liczba postów : 48
Penary : 168


PisanieTemat: Re: Sto Gwiazd   Nie 21 Gru - 18:11

Tak, miał rację. Teraz nie była wśród obowiązków. Siedziała w jednym miejscu i mogła rozkoszować się tym, że jej oczy odpoczywają od liter na przeróżnych pergaminach, że nigdzie jej się nie śpieszy i wszystko jest dobrze. A mimo to przejmowała się, że ucieka jej czas. Ta jej presja czasu była beznadziejna, sama Meredith miała o tym pojęcie. Nie musiała o tym myśleć. W ogóle mogła się wyłączyć na moment. Dłuższy czy krótszy, nieważne. Wciąż się zadręczała. Stresowała samą siebie. Ale teraz nie chciała, szczególnie gdy poczuła nieprzyjemny puls gdzieś w skroniach. Jakby zaraz miała wybuchnąć. Aczkolwiek to fizycznie niemożliwe, więc to zignorowała. Tak samo jak te piekielne myśli. Nareszcie blondynce udało się odsunąć je od siebie, rzucić gdzieś w kąt. Meredith westchnęła, a zaraz po tym poczuła objęcie Jorga. Poczuła jak przeszedł ją nieznany wcześniej dreszcz, następnie uczucie rumienienia się. Już uprzednio zdążyła spostrzec, że jakoś tak inaczej reaguje na Amado, dostaje gęsiej skórki na jego widok, denerwuje się każdym jednym słowem, ruchem, czymkolwiek w jego obecności. Czy można mówić o jakimś zauroczeniu? Być może, jednak Mers nie umiałaby się do tego przyznać. O ile by wiedziała, bo jak na razie jest zbyt gruboskórna, by uznawać coś takiego jak zakochanie. No bo przecież jej niepotrzebne są jakieś bezsensowne romanse, tak, tak.
- Nie sądziłam, że jeśli przyjdę tylko z motywem odebrania podręczników, uda mi się ostatecznie o nich zapomnieć i wyluzować. Dzięki. - Uśmiechnęła się odruchowo, w zupełności szczerze,  no bo była prawdziwie wdzięczna Amado. Gdyby nie on, umierałaby z tęsknoty za swoimi podręcznikami od zaklęć lub chowała twarz za innymi analizując je tysięczny raz. Nie była już tak spięta, aczkolwiek siedziała tak pod objęciem chłopaka z gęsią skórką i różowymi policzkami, co ją lekko przerażało. Po następnej krótkiej chwili milczenia wstała i zabrała książki. - Muszę się już zbierać, ale widzimy się niedługo, mam nadzieję - rzuciła na pożegnanie i krótko pomachała chłopakowi. Następnie odwróciła się i już zmierzała do wyjścia z dziwnym uczuciem, iż gdyby nie była taka zaborcza, dalej cieszyłaby się z ich bliskości. Ale przecież ona nie była zauroczona. No nie. Była na to odporna, jak uparcie twierdziła, ot co.

/ztx2
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Sponsored content

PisanieTemat: Re: Sto Gwiazd   

Powrót do góry Go down
 

Sto Gwiazd

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 ::  :: 
Paracas
 :: 
Skrzydlo Wschodnie
 :: 
Piętro IV
-