IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Obumarły Dom

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość

Chupacabra
Specjalna
avatar
Odala
Skąd : z dżungli
Czystość krwi : 100%
Partner : a to już zależy!
Orientacja : Aseksualny/a
Zajęcie : sterowanie życiem
Liczba postów : 662
Penary : 1758

PisanieTemat: Obumarły Dom   Wto 7 Paź - 18:59


Obumarly Dom


Daleko, na obrzeżach Limy, znajduje się Obumarły Dom. Jest on drewniany i bardzo stary - w zasadzie nikt nie wie, jak długo on stoi, ale kiedy zapytasz się o to któregoś z tubylców, najpewniej odpowiedzą: od zawsze. Swoją nazwę zawdzięcza temu, że wszystko tak żywe i kolorowe w tym mieście, tak wokół tego domu został ugór i uschnięte drzewa. Gdy coś posadzisz przy domu, to najpierw zakwitnie, by po chwili zwiędnąć bezpowrotnie. Nawet drewno, z którego wykonana jest chata, powoli gnije. Uważaj więc jak stawiasz kroki! Podłoga skrzypi nie bez powodu... w dodatku bez względu na pogodę, w środku zawsze jest zimno.
W budynku znajduje się zdezelowana kanapa, puste regały z przekrzywionymi półkami, lampy naftowe, które lata świetności mają za sobą oraz dziurawe biurko. Są też ułamane schody, które prowadzą na górę - w sypialni znajdziesz pogryzione łóżko i połamaną komodę, zaś w łazience brudne i żółte elementy armatury - toaletę, wannę oraz zlew, a także zbite lustro i kilka jego odłamków na podłodze.
Nie mniej jednak wszyscy odradzają wchodzenia do środka. Podobno tu... straszy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Sissy Quivátes
Admin
avatar
Uruz
Rok studiów : III
Wiek : 23
Skąd : Jaywick/Omate
Czystość krwi : 60%
Orientacja : Hetero
Inne : Starosta Uruz
Liczba postów : 117
Penary : 144


PisanieTemat: Re: Obumarły Dom   Sro 3 Gru - 14:45

Sissy była pełna entuzjazmu. Wreszcie coś ciekawszego niż bezczynne siedzenie i czytanie, ewentualnie przysłuchiwanie się jak ktoś czyta. Te spokojne wieczory zaczynały całkowicie nudzić Sis - nie lubiła jednostajności. A ostatnio cokolwiek robiła, zaczynała robić to też następnego i następnego i następnego wieczoru. Nawet nauka zaczynała dawać jej mniej satysfakcji. Wpadła zatem na wręcz genialny pomysł - już sam fakt, że udało jej się namówić Seve na wędrówkę do Obumarłego domu świadczył, że akcja nie może się nie udać. Nie chciała być złośliwa, nie. Po prostu uznała, że kiedy SMS dowie się o co chodzi z tą całą eskapadą, uzna jej żart za wyborny.
Z pewnością.
Spotkali się w Paracas i ruszyli w kierunku Limy, pewnie SMS przyszedł po Quivates, no bo cóż. Nie ma co ukrywać, jeżeli chcieli się gdzieś spotkać to musieli przyjść tam już razem. Sissy nie wzięła wielkiego ekwipunku, jedynie latarkę (dla Seve hehe.. he). No i paczkę herbatników - wszyscy łowcy przygód zawsze mieli taką ze sobą. Chyba. Jeżeli rzuci się na nich puma to Sissy będzie mogła wykazać się sprytem i odciągnąć uwagę zwierzęcia właśnie tą paczką, prawda?
Wszak wszystkie pumy wolą paczkę niedobrych herbatników od dwóch dużych kawałków mięsa. Tak.
- Jesteśmy? - zapytała, kiedy ze spokojnego marszu wędrówka zmieniła się w podchodzenie pod górkę. Sissy złapała SMS za rękę dla utrzymywania lepszej równowagi. Ich lekkie zmagania nie trwały długo, po kilku minutach wchodzenia, zatrzymali się. Zatem albo napotkali pumę, albo faktycznie byli już u celu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Seve Marcel Santillian
Gracz
avatar
Jeran
Rok studiów : IV
Wiek : 24
Skąd : Chavin, Peru
Czystość krwi : 0%
Partner : miotła
Orientacja : Hetero
Zajęcie : gram w grę
Inne : zawodnik Złotych Lage
Liczba postów : 48
Penary : 108


PisanieTemat: Re: Obumarły Dom   Sro 3 Gru - 16:13

Doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że tu s t r a s z y. Dlatego też tak bardzo nie chciał tu iść! Ale Sissy była uparta i doskonale o tym wiedział. Wypadek pod tym względem nie zmienił jej tak bardzo. A on? Dławił się wyrzutami sumienia, nie mogąc zrozumieć, że litość czy współczucie to najgorsze, co mógłby jej ofiarować. Sądził, że już nie mogą być przyjaciółmi przez to, co się stało. Ale z drugiej strony nie potrafił jej też zostawić na pastwę losu. Spełniał jej zachcianki, mniej lub bardziej chcąc czy nie chcąc, zatracając się powoli w egzystencji bez konkretnego wyjścia. Nie chciał tego, co się stało, ale nie potrafił cofnąć czasu i wszystkiego zmienić. Powoli zaczynał się zastanawiać, czy ich przyjaźni nie ustąpiło zwyczajne próby wybielenia się i poczucia obowiązku. Jednocześnie coś go do niej ciągnęło, ale nie potrafił zrozumieć o co dokładnie chodzi. Dlaczego targają nim tak skrajne emocje i dlaczego nie potrafi się na coś zdecydować? Tylko tkwi w tej uczuciowej zupie bez dna?
O tym właśnie myślał, idąc po Quivates. Jak zawsze wyglądała pięknie i zdecydowanie, choć wcześniej nie do końca to zauważał. Ale trzeba też przyznać, że wcześniej też nie spędzał z nią aż tyle czasu co teraz. Wcześniej... wcześniej przecież nie było takiej potrzeby. Radziła sobie świetnie sama, bez przewodnika u boku. Który trzymał jej ramię i prowadził do miejsca, w które nie przyprowadziłby jakiegoś osiłka, a co dopiero niewidomą dziewczynę. Seve obrzucił nieprzychylnym wzrokiem sylwetkę budowli, zastanawiając się nad tym, co zrobić. Jak ją namówić do tego, aby wracali? Dobrze, że nie pomyślał o wyimaginowanej pumie, bo Sissy gotowa byłaby jej rzucać te cholerne herbatniki. Cóż, i tak zrobiłaby więcej niż on, bo on przy sobie aktualnie nie miał nic prócz różdżki. No wiecie, nie warto ryzykować włócząc się bez niej!
- Eeee tak - rzucił, drapiąc się po karku i robiąc nieokreśloną minę. - No, to widzisz, że nic ciekawego - dodał, po chwili rozumiejąc, cóż mądrego powiedział. Automatyczne palnął się w czoło. - To znaczy, sorry, czasem jeszcze zapominam. W sensie nic ciekawego, rozpadająca się rudera. Zapleśniała i śmierdząca. No, to teraz możesz się pochwalić na magfoto, że byłaś tu, a teraz wracajmy, okropnie zgłodniałem! - dorzucił kolejnych mądrości, po czym starał się obrócić, popychając dziewczynę w drogę powrotną.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Sissy Quivátes
Admin
avatar
Uruz
Rok studiów : III
Wiek : 23
Skąd : Jaywick/Omate
Czystość krwi : 60%
Orientacja : Hetero
Inne : Starosta Uruz
Liczba postów : 117
Penary : 144


PisanieTemat: Re: Obumarły Dom   Sro 3 Gru - 16:34

Sis oczywiście nie była świadoma wewnętrznych rozterek Seve. Zmianę w jego zachowaniu przypisywała chęci pomocy jej, ewentualnie współczuciu. Przecież zawsze byli dobrymi przyjaciółmi, a kiedy jeden przyjaciel znajduje się w takiej sytuacji to przecież logiczne, że automatycznie zwraca się z pomocą do tego drugiego. Dlatego dziewczynie nigdy tak naprawdę nie przyszło nawet do głowy, co może się kryć za uległością SMS wobec niej. Przy Santillianie odzyskiwała jakąś tam cząstkę poczucia bezpieczeństwa, nie widziała też jakiejś różnicy pomiędzy tym co robili przed a tym co robili po wypadku. I było to bardzo krzepiące. Seve był jedną z naprawdę niewielu osób, które troszcząc się o nią, tak naprawdę nie widziały w niej ograniczenia, jeżeli chodziło nawet o rzeczy, które mogli razem robić. Mimo to wszystkie ciepłe uczucia wolała w sobie dusić - zapewne wiązało się to z niskim poczuciem własnej wartości. Była przyjaciółką Seve, potrzebowała pomocy, on zachował się tak jak przystało na przyjaciela i tyle, koniec, kropka. Za dużo przeszła, żeby teraz jeszcze łudzić się, że chłopak mógłby widzieć w niej kogoś więcej.
- Proszę mój drogi, oto herbatniki, na pewno zaspokoją twój pumi głód - powiedziała z uśmiechem, wyciągając paczkę z kieszeni spódnicy. Oczywiście nie chciała straszyć go tym, że właśnie pozbawiła ich ochrony przed pumą. Co tam jakaś magia, mocy herbatników nie należało lekceważyć! Uwagi o widzeniu budynku nie skomentowała. Nie z powodu, że jakoś ją to zabolało, nieee, chyba była to kwestia przyzwyczajenia. Po prostu nie chciała wprawiać przyjaciela w zakłopotanie.
- O nie, zaszliśmy już do tego momentu, to nie możemy się wycofać! - zaoponowała, kiedy Seve zaczął ją popychać w drogę powrotną. Na wyczucie spróbowała się obrócić, a kiedy poczuła, że znowu idzie w górę, nieco przyśpieszyła, starając się jednak nie potknąć o jakąś gałąź czy inny głaz. - Chodź! - zawołała, wiedząc doskonale, że chłopak przecież nie zostawi jej tutaj samej.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Seve Marcel Santillian
Gracz
avatar
Jeran
Rok studiów : IV
Wiek : 24
Skąd : Chavin, Peru
Czystość krwi : 0%
Partner : miotła
Orientacja : Hetero
Zajęcie : gram w grę
Inne : zawodnik Złotych Lage
Liczba postów : 48
Penary : 108


PisanieTemat: Re: Obumarły Dom   Sro 3 Gru - 21:41

A on za wszelką cenę nie chciał jej ich wyjawić. Choć miał wrażenie, że zrobi mu się lepiej. Często myślał o tym, czy powinien powiedzieć jej prawdę. Wyznać wszystko jak na spowiedzi. Ale potem... potem sądził, że to tylko pogorszy sytuację. Że ulga będzie tylko chwilowa - później cierpienie spiętrzy się. I jej i jego... stanie twarzą w twarz przed kataklizmem, który zgotował i nie będzie przed tym ucieczki. Wyrzuty sumienia namnożą się, a on? On odnajdzie szczęście na pięć sekund, by potem jednak nie móc przestać żałować. Być może po jakimś czasie by się to rozeszło po kościach, pozornie ustabilizowało, ale pojawiłaby się niezgoda między nim, a nią. Bo przecież po czymś takim tym bardziej nie mogliby się przyjaźnić. Czy teraz mogli? Cóż, odpowiedź na to pytanie wcale nie była taka prosta i jednoznaczna jakby się innym mogło zdawać. To było coś więcej i coś mniej - nigdy nic dokładnego. Nic, co można byłoby zamknąć w konkretnych ramach idealnego rozwiązania.
Chciał jej szczęścia i jednocześnie wiedział, że on jej go nie da. Był zbyt niestały, zbyt nieprzewidywalny i lekkomyślny, a ona... wymagała opieki, delikatności... czegoś, co nie było w jego stylu. On dbał przecież w głównej mierze o siebie. Dopiero, kiedy widział zagrożenie u innych... czy Sissy była zagrożona? Jeśli tak, to tylko i wyłącznie przez niego. To był ciężki orzech do zgryzienia i szczerze mówiąc... Santillian nie miał do tego głowy. Ani też umiejętności. Liczenie szło mu świetnie, pamięć też miał niezłą, ale rozwiązywanie problemów swego życia prywatnego nigdy mu nie wychodziło. Zresztą - nie wychodziło mu życie, a co dopiero mówić o innych aspektach egzystencji? Wystarczy spojrzeć na to, jak niszczył je innym ludziom!
Teraz starał się jednak o tym nie myśleć. Po prostu próbował cieszyć się obecnością Quivates, nawet, jeśli oznaczało to wchodzenie do strasznego, rozpadającego się domu. Biedaczek nie przewidział, że dziewczyna wzięła coś do jedzenia! Dobrze jednak, iż nie znał pierwotnego przeznaczenia ów herbatników. Bowiem z "pumiego głodu" nic nie zrozumiał, ale przyzwyczaił się do takich wyrwanych z kontekstu zdań rudzielca, dlatego wzruszył ramionami i wziął te cholerne opakowanie, nie bardzo wiedząc, co z nim zrobić. Dlatego po chwili wcisnął je jej z powrotem.
- Ty je weź, ja mogę to jedynie wyrzucić w krzaki - uznał w końcu, rozglądając się jeszcze przy tej wstrętnej ruderze. I nim się zorientował, ta już brnęła przed siebie. Westchnął zrezygnowany i oczywiście pognał za nią, bo co miał zrobić?
- Hola, hola, paniusiu! Bo jeszcze krzywdę sobie zrobisz! - zawołał jeszcze, kiedy ją dogonił. No i rzucił się jako pierwszy do drzwi, a to już wtedy wszystko skrzypiało... i od progu uderzyła ich fala zimnego powietrza.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Sissy Quivátes
Admin
avatar
Uruz
Rok studiów : III
Wiek : 23
Skąd : Jaywick/Omate
Czystość krwi : 60%
Orientacja : Hetero
Inne : Starosta Uruz
Liczba postów : 117
Penary : 144


PisanieTemat: Re: Obumarły Dom   Sro 3 Gru - 22:37

Tymczasem dla Sissy wszystko było takie proste. Znaczy, jeżeli chodziło o kwestię tego czy mogą się przyjaźnić czy nie - odpowiedź byłaby przecież natychmiastowa. Od pewnego czasu starała skupiać się tylko na pozytywnych aspektach rzeczywistości, to one nie pozwalały jej na kolejne załamanie. Natychmiast odrzucała od siebie myśli, które mogły być potencjalnie dla niej niebezpieczne. Musiała skupić się na nauce i na sposobach radzenia sobie z upośledzeniem - takie zawzięta Sissy postawiła sobie priorytety. I chociaż coraz częściej zwracała uwagę na charakter swojej relacji z Seve i ewentualny jej rozwój to... starała się to zdusić. Dobrze go znała, wiedziała jaki jest - i szczerze wątpiła, że ślepa dziewczyna stała na równi z pozostałą, atrakcyjną częścią jego... przyjaciółek. Jakkolwiek on sam je zwał. Nigdy nie miałaby do niego o to pretensji, o błagam, już sam fakt, że opiekował się nią jak młodszą siostrą sprawiał, że Sis czuła się bardziej wartościowa i wdzięczna.
Mała, młodsza siostra.
Co prawda nie rozmawiała z nim na takie tematy, ale na Camaxa, przecież MIAŁA OCZY hehe. Ok, to nie było śmieszne. Nieśmieszne. I krzywdzące.
W każdym razie miała rozum. La vida es dura. To nie miało prawa bytu. Im więcej o tym rozmyślała, tym częściej to wracało, więc za wszelką cenę starała się przekonać o jednoznacznym charakterze ich relacji. Znaczy z jego strony nie było wątpliwości, traktował ją w określony sposób, natomiast ona... czasem z powodu takiego rozmyślania miała ochotę zapaść się pod ziemię.
- Dobra, wiesz, wzgardź obiadem, który przygotowywałam całe przed południe, czekając aż wcześniej wrócisz z pracy...... - pufnęła w udawanej złości i poczuciu wzgardzenia, biorąc od przyjaciela herbatniki, po czym znowu schowała jej do spódnicy. Seve mógł tego nie wiedzieć, ale oddając dziewczynie przekąskę, właśnie uratował im życie!!!
- Fuj, śmierdzi. - stwierdziła, kiedy stanęli w progu. Do poczucia zapachu stęchlizny nie trzeba było wyczulonego węchu Quivates, odór unosił się praktycznie w całej okolicy budynku. Jakby on sam... heh, obumierał.
Jedna dłoń Sissy odnalazła rękę Seve i złapała się jej, natomiast druga zaczęła dotykać ściany, aby jak najlepiej zorientować się w sytuacji. Tak, właśnie przeszli przez drzwi. Dziwne swoją drogą, że wszystko było otwarte i wręcz zapraszało ich do środka! Z małego plecaczka dziewczyna wyciągnęła latarkę i wręczyła przyjacielowi.
- Seve, muszę ci coś wyznać... - zaczęła dramatycznie, kiedy znaleźli się w środku. Hehe ale z niej kawalarka, no patrzcie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Seve Marcel Santillian
Gracz
avatar
Jeran
Rok studiów : IV
Wiek : 24
Skąd : Chavin, Peru
Czystość krwi : 0%
Partner : miotła
Orientacja : Hetero
Zajęcie : gram w grę
Inne : zawodnik Złotych Lage
Liczba postów : 48
Penary : 108


PisanieTemat: Re: Obumarły Dom   Sob 6 Gru - 12:20

Nie wnikał. Nie wnikał w ich relacje. Wiedział, że jest popieprzona i pokomplikowana do granic możliwości, głównie przez niego. Nie miał pojęcia o dodatkowych odczuciach Sissy, wtedy chyba by się załamał i uciekł w panice. Był tchórzem jakich mało, dlatego z góry wiedział, że wszelakie większe komplikacje skazane są na pozostawienie ich samym sobie, aby zgniły i śmierdziały gorzej od Obumarłego Domu. Nie kwapił się raczej do rozwiązywania jakichkolwiek konfliktów, zwłaszcza tych emocjonalnych. Był uczuciową próżnią, która wssysała a potem wysysała wszystko, co możliwe. Nie chciał cierpieć, nie chciał czuć bólu, nie chciał mieć skrupułów. Jak to się stało, że jego relacja z Quivates zaszła tak daleko? Jak mógł na to pozwolić? No i przede wszystkim - dlaczego musiał się wydurniać i szkodzić innym? Bez sensu. Bez tego... wszystko byłoby teraz w jak najlepszym porządku. Nie musiałby się nią opiekować, nie musiałby się narażać na niebezpieczeństwo, nie musiałby... nic by nie musiał. Byliby dalej po prostu przyjaciółmi, którzy czasem spędzają ze sobą czas. A teraz... teraz wpadł w jakąś durną sieć, plątaninę różnorakich stanów emocjonalnych i szczerze mówiąc pękał coraz bardziej i bardziej. Bał się, że pewnego dnia naprawdę wybuchnie i to będzie koniec wszystkiego. Będzie spalony i rzeczywiście będzie musiał uciekać. Nie wiadomo gdzie, nie wiadomo do kogo. Wieczny uciekinier przed przeszłością, której nie da się odwrócić.
Patrzył na dziewczynę i wiedział, że nie znajdzie sama drzwi, że sama nie pokona tych kilku schodków, nie wiedząc, gdzie one są i gdzie znajduje się dziura. Świadomość tego, że on jest tym winowajcą szaprała za serce, ale skutecznie wmawiał sobie, że to w głównej mierze strach przed nieznanym wnętrzem domostwa. Ostrożnie weszli do środka, a Santillian rozejrzał się po zbutwiałym, pełnym kurzu i pajęczyn pomieszczeniu. Skrzywił się, czując tym razem intensywniejszy smród stęchlizny i pomachał sobie ręką przed nosem, ale na niewiele się to zdało.
- A mówiłem, żebyśmy tu nie wchodzili. To nie. Po co mnie słuchać? - biadolił w najlepsze, czując gęsią skórkę na skórze z powodu zimna. Ich usta podczas mówienia i oddychania generowały biały obłok pary wodnej, której niestety Sis nie mogła zobaczyć. A kiedy chwyciła go za rękę, po jego ciele przeszedł kolejny dreszcz, bowiem jej ciepło kolidowało z warunkami panującymi wewnątrz. Mhm.
- Jesteś ukrytą Chupacabrą i zamierzasz mnie zjeść? - spytał, rozglądając się wciąż po pomieszczeniu. Oczywiście rzucił to wszystko w formie żartu, ale kto wie, co tamtej chodziło po główce?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Sissy Quivátes
Admin
avatar
Uruz
Rok studiów : III
Wiek : 23
Skąd : Jaywick/Omate
Czystość krwi : 60%
Orientacja : Hetero
Inne : Starosta Uruz
Liczba postów : 117
Penary : 144


PisanieTemat: Re: Obumarły Dom   Nie 7 Gru - 18:33

Tak naprawdę chyba najsmutniejsze było to, że Sissy myliła motywy Seve'a. Dla niej był jej najlepszym przyjacielem, który nie zawiódł jej w momencie, kiedy najbardziej go potrzebowała. Zresztą, nigdy nie zawodził, zawsze mogła na nim polegać, nawet jeżeli tak często musiała słuchać marudzenia - chociażby ostatnia sytuacja, kiedy odprowadził ją na trening Uruz o świcie. Zawsze był dla niej, a Sis brała to za oznakę wyjątkowej przyjaźni... nie miała oczywiście zielonego pojęcia jak dużą rolę w tym wszystkim odgrywały wyrzuty sumienia chłopaka. Zatem także do głowy by jej nie przyszło w jakim emocjonalnym stanie znajduje się jej przyjaciel.
- Nie marudź! - ofuknęła go, uśmiechając się jednak lekko pod nosem. Marudzenie Santilliana w większości było dla Sis irytujące, ale czasem potrafiło też wywołać uśmiech na jej twarzy. Oprócz tego, że bywało zabawne, to było też niejakim zapewnieniem, że pomimo tego, iż chłopak na pewno wolałby być gdzieś indziej i robić wszystko byle nie zagłębiać tajemnic jakiegoś cuchnącego domu, to jednak prowadził ją tam nawet wbrew sobie i zaciskając zęby, szedł w głąb razem z nią. To znaczyło dla Quivates bardzo wiele.
- Nie, Seve... - znów podjęła temat, wciąż nie schodząc z dramatycznego tonu. Jak będzie już sama to przybije sobie piątkę za tę grę aktorską! - Przyszliśmy tutaj, bo muszę dowiedzieć się czy to prawda... - przerywany wdech i wydech, Sis zaczęła nawet teatralnie oddychać.
- Chyba... widzę zmarłych ludzi. Ich cienie. Przemykają przede mną i są jedynym co potrafię dostrzec. - pod koniec wypowiedzi szeptała już złowrogo i mocniej ścisnęła dłoń Seve'a.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Seve Marcel Santillian
Gracz
avatar
Jeran
Rok studiów : IV
Wiek : 24
Skąd : Chavin, Peru
Czystość krwi : 0%
Partner : miotła
Orientacja : Hetero
Zajęcie : gram w grę
Inne : zawodnik Złotych Lage
Liczba postów : 48
Penary : 108


PisanieTemat: Re: Obumarły Dom   Sro 10 Gru - 11:21

No cóż, nie miała prawa wiedzieć. W końcu skrzętnie się z tym ukrywał. I niestety, ale jej niemożność widzenia działała na jego korzyść. Nie mogła w końcu dostrzec jego min, powątpiewającego wzroku, niepewności wymalowanej na twarzy. Jego marudzenie było zupełnie nieszkodliwe, co więcej nigdy nie tyczyło się tego, co go najbardziej bolało. Po prostu żył, skrywając w sobie potajemne uczucia i motywy, na zewnątrz wciąż będąc nieskazanym uczuciami Santillianem. Był trochę kryty i idealizowany przez samą Sissy, ale jej na to pozwalał. Lubił chełpić się swą idealnością, komplementami, nawet, jeśli niemymi, swą wspaniałością i tym, że ktoś go docenia... był przecież próżny. Dzięki temu czasem zapominał o tym, jak wielką krzywdę jej wyrządził. W końcu gdyby nie to, nie miałaby dla niego tyle uwielbienia, prawda? Bo jak słusznie zostało zauważone - był na każde jej zawołanie. Nawet wtedy, kiedy miał się zerwać o świcie na jakiś jej trening. Czyż nie dał w ten sposób znać o swej wspaniałości? Któż inny by coś takiego zrobił? NO NIKT. Dlatego nic dziwnego, że jego odczucia się tak mocno mieszały. Poczucie winy z bałwochwalstwem, pycha z przerażeniem odnośnie swych czynów... obecnie Seve był jedną, wielką, chodzącą sprzecznością i chaosem, którego nie da się w żaden sposób ogarnąć. Może to i lepiej, iż nikt o tym nie wiedział...
- Będę! - jęknął, w ramach przekomarzania się. Cóż, jej akurat nie chciałby zrobić krzywdy czy przykrości... już się ich narobił, hehe, ale żarcik. W każdym razie powoli się nieco rozluźniał, bo do tej pory nie zauważył niczego niepokojącego. Jedynie ten smród i ten chłód były okropnymi zjawiskami, których chciałby się pozbyć, ale nie bardzo wiedział jak. - Tobie też jest tak zimno? O Camaxie, za co? - marudził dalej, nie stosując się do poleceń Quivates, taki był krnąbrny. I takim był frajerem, godząc się na przyjście tutaj. Ale, no właśnie - czy miał jakiś wybór, będąc niewolnikiem swojej przeszłości i emocji?
- A, to spoko - rzucił lekceważąco, machnąwszy drugą ręką i zastanawiając się, czy to było konieczne, aby tu przychodzili. Dopiero po kilkunastu sekundach dotarło do niego, cóż dziewczyna mu przed chwilą powiedziała. - CO? - Niemalże krzyknął, obracając się w jej kierunku. Zawsze wiedział, że jest lekko stuknięta, ale to przeszło jego najśmielsze oczekiwania! Stał chwilę z rozdziawioną gębą i kminił, co zrobić. Był taki naiwny! - Ale śmieszne, Quivates, prawie się nabrałem - dodał jednak, niby robiąc luzacką postawę i tak też próbował wymodelować swój głos, ale ogólnie teraz to dopiero zaczął się bać, heheh.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Sponsored content

PisanieTemat: Re: Obumarły Dom   

Powrót do góry Go down
 

Obumarły Dom

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 ::  :: 
Lima
 :: 
Miejsca magiczne
-